Czy pamiętacie początki telefonii komórkowej w Polsce? Nasi rodzimi operatorzy w tamtych czasach ciągle ze sobą konkurowali, a o jakiejkolwiek współpracy nie było mowy. Wiele osób wybierało usługodawcę nie ze względu na najlepszą ofertę cenową, a na podstawie tego, który operator ma najlepszy zasięg w domu oraz miejscu pracy. Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Play korzysta z roamingu krajowego, żeby zapewnić swoim klientom możliwość wykonywania połączeń oraz dostępu do Internetu mobilnego na terenie całego kraju. Natomiast Orange i T-Mobile wspólnie korzystają z tych samych stacji bazowych LTE. Taka współpraca cieszy, ponieważ przekłada się to na lepszą jakość usług, z których wszyscy korzystamy.

Klienci sieci Play mogą korzystać z Internetu LTE jedynie za pośrednictwem stacji bazowych swojego operatora. Jednak, kiedy znajdą się poza obszarem obsługiwanym przez Play, to są przełączani do sieci 2G/3G jednego z pozostałych operatorów. Odbywa się to na zasadzie tak zwanego roamingu krajowego, który z punktu technicznego praktycznie niczym nie różni się od zwykłego roamingu. Jedyna różnica polega na tym, że za transmisję danych, połączenia głosowe oraz SMSy nie są pobierane dodatkowe (tj. nieprzewidziane w cenniku) opłaty. Natomiast współpraca pomiędzy Orange oraz T-Mobile wygląda zupełnie inaczej. Większość stacji bazowych LTE tych dwóch operatorów zarządzana jest przez spółkę NetWorkS, co umożliwia obu operatorom korzystanie z tych samych instalacji antenowych. Jednak każdy z nich, dalej posiada swoją sieć szkieletową.

T-Mobile oraz Orange budują współpracują ze sobą używając techniki RAN Sharing.

Już tłumaczę, o co chodzi. RAN Sharing polega na współdzieleniu sieci dostępu radiowego przez kilku (najczęściej dwóch) operatorów. Oznacza to, że każdy z nich posiada swoją oddzielną infrastrukturę w postaci sieci szkieletowej. Czyli, elementy odpowiedzialne za zestawianie oraz obsługę połączeń są oddzielne. Również dane pakietowe klientów obu operatorów wędrują osobnymi łączami. Wspólna pozostaje natomiast stacja bazowa, a dokładniej jej poszczególne elementy. Operatorzy na podstawie porozumienia mogą zdecydować, czy będą współdzielić zarówno częstotliwości radiowe, jak i infrastrukturę sprzętową. T-Mobile współpracuje z Orange na takiej zasadzie już od 2011 roku. Po naszych rankach widać, że obu operatorom taka strategia wychodzi na dobre.

antena LTE

Techniki RAN Sharing używane przez T-Mobile i Orange to MOCN oraz MORAN.

Na początku może się wydawać, że są to kolejne dwa niezrozumiałe skróty, ale bez znajomości tych pojęć ciężko jest zrozumieć synergię pomiędzy dwoma operatorami. MOCN, czyli Multi Operator Core Network, polega na budowie wielo-operatorowej stacji bazowej. Dzięki temu możliwe jest współdzielenie częstotliwości radiowych posiadanych przez dwóch operatorów. Przykładowo możemy mieć dwóch operatorów, przy czym każdy z nich posiada kanał o szerokości 10 MHz w tym samym paśmie. Po połączeniu częstotliwości radiowych obu operatorów możliwa jest budowa stacji bazowej MOCN nadającej w kanale o szerokości 20 MHz. Oczywiście klienci obu operatorów mogą korzystać po równo z wszystkich zasobów radiowych. Jeżeli w danym momencie podłączony będzie tylko klient operatora A, to będzie on w stanie pobierać dane z prędkością do 150 Mbit/s. Gdyby nie byłaby to stacja bazowa typu MOCN, to użytkownik mógłby użyć jedynie 10 MHz swojego operatora, co przełożyłoby się na o połowę niższą prędkość. W przypadku T-Mobile oraz Orange, taka współpraca odbywa się w pasmach 900 MHz (3G) oraz 1800 MHz (4G LTE).

Nowe porozumienie opiera się o model MORAN w pasmach 800 MHz oraz 2600 MHz.

MoRAN, czyli Mobile Operator Radio Access Network, oznacza współdzielenie jedynie instalacji sprzętowej stacji bazowej. Oznacza to, że anteny nadają w tym przypadku sygnału obu operatorów na oddzielnych częstotliwościach. Taki rodzaj współpracy nie daje co prawda tych samych korzyści, co współdzielenie pasma radiowego w przypadku MOCN. Jednakże, MORAN zapewne znacznie obniża koszty budowy infrastruktury LTE, ponieważ koszty dzielone są pomiędzy dwóch operatorów. Dotychczas Orange oraz T-Mobile używali tego podejścia przy budowie sieci GSM, oraz UMTS na pasmach 900 MHz (2G), 1800 MHz (3G) oraz 2100 MHz (3G). Porozumienie podpisane miesiąc temu rozszerzyło tę kooperację o częstotliwości 4G LTE w pasmach 800 MHz oraz 2600 MHz. Świadczy to o tym, że sprawdza się model biznesowy przyjęty przy zakładaniu spółki NetWorkS. Co prawda żaden z operatorów nie podaje informacji, jakie korzyści finansowe przyniosła taka strategia, ale widać, że współpraca popłaca.

RAN Sharing jest bardzo popularny w Europie.

Nie ma co się dziwić takiemu podejściu, ponieważ wdrażanie LTE okazało się początkowo droższe niż w przypadku 3G. Niestety, ale pierwsze przetargi na częstotliwości 4G LTE obejmowały wyższe basma, co z kolei przekładało się na mniejszy zasięg stacji bazowych. Dopiero ostatnio operatorzy w Polsce mogli zacząć budować nadajniki operujące w paśmie 800 MHz, a za 4 lata mogą dostać też w spadku po telewizji naziemnej pasmo 700 MHz. Jednocześnie, pomimo wspólnej stacji bazowej, RAN Sharing pozwala na pełną separację usług dwóch operatorów. Co prawda od strony radiowej oferują oni podobne osiągi, ale dużo zależy też od sieci szkieletowej. Również potencjalna awaria krytycznego elementu sieci nie spowoduje unieruchomienia całych stacji bazowych. Tylko klienci pechowego operatora, któremu przydarzyła się awaria, będą mieli problemy z zalogowaniem się do sieci.

Źródło: Blog OrangeT-Mobile

[vlikebox]

PJ

Przemek jest mózgiem operacyjnym SpeedTest.pl. Studiował na Politechnice Wrocławskiej elektronikę i telekomunikację. Zarządza projektami IT, relacjami z klientami oraz nadzoruje procesy rozwoju. Prywatnie zaangażowany w rodzinę, wsparcie różnych działalności charytatywnych i projekty ekstremalne.