Co w zeszłym tygodniu przyniósł nam świat nowych technologii? Najciekawszą nowinką, która została w dość ciekawy i zabawny sposób opisana przez większość mediów, jest aktualizacja wprowadzona w Mapach Google. Polega ona na tym, że ukazuje okrągłą Ziemię. Szach-mat, płaskoziemcy!

Google Maps z okrągłą Ziemią

W Internecie można znaleźć wiele teorii przekonujących nas, że Ziemia jest płaska. Natomiast elipsoidalny kształt naszej planety ma być spiskiem zorganizowanym przez NASA. Mogłoby się wydawać, że teza ta jest również „popierana” przez Google Maps, ponieważ prezentowane tam mapy były płaskie. Jednak to się zmieniło. Od kilku dni Mapy Google pokazują „nową prawdę”. Jeśli się na nich odpowiednio oddalicie, to w pewnym momencie ukaże się Wam okrągła Ziemia. Dla osób interesujących się kartografią wart jest odnotowania fakt, że Google skorzystało tutaj z modelu 3D Globe, który pozwala na porównywanie wielkości poszczególnych kontynentów oraz krajów. Dzięki temu przedstawiana Grenlandia nie jest wielkości Afryki. Efekt ten był widoczny na używanym wcześniej odwzorowaniu Merkatora, które dobrze sprawdzało się przy określaniu odległości.

Francja wprowadziła zakaz używania smartfonów w szkołach

Francja smartfony

Urządzenia mobilne towarzyszą nam cały czas. Wiele osób nie wyobraża sobie życia bez smartfona będącego cały czas pod ręką. Jednak tego typu urządzenia mogą mieć negatywny wpływ na rozwój i edukację dzieci. Dlatego Francja wprowadziła prawo, które zakazuje korzystania ze smartfonów w niemalże wszystkich szkołach. Zakaz dotyczy uczniów poniżej 15 roku. Jednak ustawa przewiduje wyjątek dla liceów, które same mogą zdecydować o wprowadzeniu analogicznego zakazu. Jednak nie wszystkim podobają się nowe przepisy. Przeciwko ustawie protestowali rodzice, którzy uważają, że zakaz ograniczy ich kontakt z dziećmi. Z drugiej strony nowe przepisy nie wnoszą nic nowego dla szkół, które już od pewnego czasu zakazują uczniom korzystania ze smartfonów. Wiele placówek ma już od pewnego czasu takie zapisy w swoich regulaminach. Dlatego też krytycy partii rządzącej określili wprowadzoną ustawę mianem prawa, które niewiele zmienia.

Mapy Google udostępniają informacje o poziomie naładowania baterii

google maps bateria

Już od pewnego czasu Mapy Google pozwalają nam na udostępnianie swojej lokalizacji wybranym znajomym. Opcja ta działa również w trybie ‚na żywo’, co bardzo ułatwia organizowanie spotkań. Dzięki temu grupa przyjaciół może bez problemu określić, kiedy przyjdą pozostali uczestnicy spotkania. Jednak funkcja ta ma jedną wadę. Udostępnianie lokalizacji pociąga za sobą większe zużycie baterii. Dlatego mogło zdarzyć się tak, że bateria smartfona została rozładowana przed dotarciem na spotkanie. Może to powodować niepotrzebne nerwy. Jednak nasze życie zostanie trochę ułatwione dzięki małej aktualizacji. Niektórzy użytkownicy zauważyli, że Mapy Google udostępniają również informację o dokładnym poziomie naładowania baterii. Już wcześniej pojawiła się podobna funkcja, jednak podawała ona jedynie przybliżony poziom naładowania akumulatora.

Google Pixel z własną stacją „Pixel Stand”

google pixel

Smartfony z serii Google Pixel nie należą do najpopularniejszych urządzeń. Co prawda to właśnie one zawsze posiadają najaktualniejszą wersję Androida, ale są tak samo drogie jak inne flagowce. Dlatego koncern z Mountain View stara się zwiększyć popularność smartfonów Pixel i dedykowanym im akcesoriów. Jednym z nich jest nadchodząca stacja dokująca Pixel Stand, która ma być silnie sprzężona z Asystentem Google. W ten sposób Google chce przekonać użytkowników Androida do kupienia nadchodzącego flagowca Pixel 3. Dodatkową zachętą ma być oferowana przez stację „Pixel Stand” funkcja bezprzewodowego ładowania. Jak na razie Google nie ma łatwo, ponieważ większość osób decyduje się na zakup flagowców Samsunga, Huawei, Sony albo LG. Inną alternatywą są również tańsze flagowce pochodzące z Chin. Jednak kto wie. Być może nowa stacja dokująca zwiększy sprzedaż smartfonów Google’a.

Valve usunęło ze Steama grę kopiącą kryptowaluty

Już się przyzwyczailiśmy do tego, że cyberprzestępcy infekują strony internetowe oraz aplikacje mobilne w taki sposób, żeby komputery i smartfony ofiar były używane do wydobywania kryptowalut. Jednak mało kto spodziewał się, że podobna sytuacje może zdarzyć się na platformie Steam. Na szczęście Valve zareagowało w miarę szybko i ukarało trollującego graczy producenta. Problem dotyczył gry Abstractism, która na platformie Steam została udostępniona przez studio Okalo Union. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że złośliwy kod umieszczany w grze był wykrywany przez programy antywirusowe. Uwagę na to zwrócił recenzujący grę youtuber SidAlpha.

BS
Bernard to redaktor naczelny SpeedTest.pl. Jest analitykiem i pasjonatem gier. Studiował na Politechnice Wrocławskiej informatykę i zarządzanie. Lubi szybkie samochody, podróże do egzotycznych krajów oraz dobre książki z kategorii fantastyka.