Google tydzień temu przedstawił nam swoją autorską usługę strumieniowania gier, czyli granie w tzw. chmurze. Koncept ten nie jest świeży. Jednak nikt do tej pory nie zawojował rynku podobną usługą. Czy Google Stadia okaże się hitem? A może lagi sprawią, że będzie to kit? Jeden z dziennikarzy, który testował nową usługę, obstawia drugą opcję.

Granie w gry komputerowe nie jest tanim hobby. I nie chodzi mi tutaj o horyzontalne ceny nowych tytułów. Jeśli podchodzimy do tematu rozsądnie i cieszymy się każdą kupiona grą, to nie powinniśmy zbytnio nadszarpnąć domowego budżetu. Problem pojawia się w momencie, kiedy trzeba ulepszyć posiadany sprzęt do grania. Aktualnie mamy dwa rozwiązania tego problemu. Albo pójdziemy na kompromis i zagramy w nową grę na mniejszych ustawieniach graficznych, albo sięgniemy do kieszeni i kupimy nową kartę graficzną. Żadna z tych opcji nie należy do przyjemności. Dlatego rynek gier komputerowych skłania się powoli ku strumieniowaniu gier. Model biznesowy jest dość prosty. Użytkownik płaci dostawcy usługi za „wypożyczenie” mocy obliczeniowej chmury, która pozwala na streaming nowoczesnej gry przy jednoczesnym zachowaniu wysokiej jakości detali graficznych. Natomiast gracz „odpala grę” na dowolnym sprzęcie. Może to być zarówno biurowy laptop z zintegrowaną kartą graficzną, jak i nawet telewizor. Google Stadia idzie o krok dalej. Gigant pomyślał nawet o graniu w pełnowymiarowe gry PC na smartfonach.

Google Stadia może mieć problemy z lagami

Przejdźmy do konkretów. Podczas prezentacji gigant z Mountain View pokazał, że aktualnie Google Stadia pozwala na granie w rozdzielczości 1080p przy odświeżaniu 60 klatek na sekundę. Tego typu usługa wymaga łącza internetowego o przepustowości 25 Mbit/s. Przy czym jest to maksymalna potrzebna prędkość. Podczas grania obciążenie łącza będzie mniejsze. Jeszcze w tym roku Google ma pozwolić nam na granie w rozdzielczości 4K przy rozdzielczości 60 fps. Tutaj będzie już potrzebne łącze 30 Mbit/s. Czy to wystarczy? Cóż, jeden z dziennikarzy, który przetestował Google Sadia na własnej skórze, następująco skomentował nową usługę:

Opóźnienie jest wyraźnie odczuwalne. Podczas intensywnej walki w DOOM, poruszanie się, celowanie oraz strzelanie za pomocą myszki i klawiatury jest ociężałe, zwłaszcza z porównaniem do rozgrywki na mocnym PC.

Przy czym problem ten nie dotyczy lagów znanych nam z gier online. Mówimy tutaj o opóźnieniu związanym z odświeżaniem obrazu, a dokładniej reakcją gry na ruchy i poczynania gracza. Redaktor zaznaczył, że po kilku minutach przyzwyczaił się do innej płynności oferowanej przez Google Stadia. Dodał również, że być może konsolowcy nie odczują tego zjawiska tak bardzo, jak gracze PC korzystający na co dzień z porządnego sprzętu.

Całkiem możliwe, że początkowo jakikolwiek streaming gier zostanie odrzucony przez społeczeństwo pro graczy. Nvidia ostatnio pokazała, że istnieje ścisła zależność pomiędzy wydajnością posiadanego osprzętu a wynikami uzyskiwanymi podczas rozgrywki. Kluczem do sukcesu jest posiadanie zestawu komputerowego zapewniającego minimalne opóźnienia.

Źródło: PC Gamer

BS
Bernard to redaktor naczelny SpeedTest.pl. Jest analitykiem i pasjonatem gier. Studiował na Politechnice Wrocławskiej informatykę i zarządzanie. Lubi szybkie samochody, podróże do egzotycznych krajów oraz dobre książki z kategorii fantastyka.