Nie specjalnie przepadam za różnego rodzaju i remake’ami i zwyczajnie ich nie oglądam, ale dla filmu „Pokemon: Zemsta Mewtwo — Ewolucja”, który pojawił się na platformie Netflix na Dzień Pokemona, zrobiłem wyjątek. Nie wiem, czy przekonał mnie fakt, że to Pokemony, do których mam sentyment, czy wygrała ciekawość — w sumie to się zbytnio nie chciałem zagłębiać w powódki. Efekt jest taki, że obejrzałem nową, trójwymiarową wersję pierwszego, pełnometrażowego filmu o Pokemonach i… nie zawiodłem się.

Nowa produkcja jest remakiem bajki z 1998 roku o tytule „Pokémon Film Pierwszy: Zemsta Mewtwo. Jest to dla mnie o tyle sentymentalny film, iż nawet byłem na nim w kinie. Przecież wtedy praktycznie każdy kochał Pokemony. Fabuła spodobała mi się wtedy na tyle, że jeszcze bardziej pokochałem te serię — jak wiele dzieciaków z mojego rocznika. Może to dziwne, ale z miłą chęcią po latach wróciłem do pamiętnej produkcji. Miałem oczywiście pewne obawy. Nawet najlepszą fabułę można ostro zepsuć. Przykładem jest choćby pełnometrażowy film „Death Note” stworzony przez Netflix. Tyle moje szczęścia, że w pierwszej kolejności oglądałem anime i czytałem mangę, bo tego gniota od Netflix przetrawić nie mogłem. Na szczęście z Pokemonami było o wiele lepiej.

„Pokemon: Zemsta Mewtwo – Ewolucja” to praktycznie ta sama fabuła, co starej wersji, tylko w wersji trójwymiarowej.

Sam tytuł wskazuje na odnośnik do pierwowzoru, więc nie mamy co dyskutować w tej kwestii. Nie starano się tu na siłę stworzyć nowej historii. Odświeżono to, co dobre, dodano CGI, co zagrało na sentymencie trzydziestolatków, ale i przyciągnęło przed ekrany młodych widzów, którzy „Filmu Pierwszego” mogli jeszcze nie widzieć. Różnice pomiędzy oboma filmami są naprawdę niewielkie i absolutnie nie wpływają na fabułę.

Pokemon: Zemsta Mewtwo - Ewolucja, netflix,

Historia „Pokemon: Zemsta Mewtwo – Ewolucja” zaczyna się dokładnie tak, jak w przypadku pierwowzoru.

Grupa naukowców pracujących na zlecenie szefa Zespołu R – Giovanniego odnajduje piórko legendarnego Pokemona o nazwie Mew. To właśnie z jego pomocą tworzą klon małego Mew, który nazywają Mewtwo. Potężny Pokemon po przebudzenia zaczyna zadawać wiele pytań dotyczących swojego pochodzenia, rodziców, przeznaczenia, aż w końcu buntuje się przeciwko stwórcom. Implikuje to na poprzysiężenie zemsty na ludziach i podległych im Pokemonach.

Oczywiście w filmie „Pokemon: Zemsta Mewtwo – Ewolucja” nie mogło zabraknąć tak lubianego Asha Ketchuma, czyli japońskiego Satoshi.

Towarzyszy mu jego ukochany Pokemon i przyjaciel Pikachu oraz liderka sali Azurii, Misty (trenerka wodnych Pokemonów) i lider sali Marmorii, Brock (trener kamiennych Pokemonów). Wszyscy dostają zaproszenia na tajemniczą wyspę w ramach turnieju, gdzie mają zmierzyć się z najlepszym trenerem Pokemon na świecie. Jest nim samozwańczo właśnie Mewtwo. Niestety, dopiero kiedy docierają na wyspę, dowiadują się prawdy o „trenerze” i jego armii Pokemonów-klonów. Rozpoczyna się walką pomiędzy Mewtwo i jego armią oraz naszymi bohaterami i ich dzielnymi Pokemonami.

Pokemon: Zemsta Mewtwo - Ewolucja, netflix,

Oczywiście, w „Pokemon: Zemsta Mewtwo – Ewolucja” nie mogło zabraknąć Zespoły R, czyli Jamesa, Jessie i gadającego Meowth.

Powiem nawet szczerze, że graficzne przygotowanie tych postaci zachwyca. Byłem pod wrażeniem, patrząc, jak nowy Zespół R wygląda. Nie będę też chyba jedynym, który stwierdził, że przygotowanie graficzne i fizyki w filmie było na naprawdę wysokim poziomie. Efekty wody, włosów, tkaniny ruszające się na wietrze, mokre ubrania i ciała — naprawdę wyglądały realistycznie. Dużym plusem jest zastosowanie w dubbingu tych samych głosów, które były w pierwszej części i anime. Sprawiło to, że czułem się, jakbym oglądał starą produkcję w odświeżonym wydaniu. Jeżeli taki był zamiar, to im się udało.

„Pokemon: Zemsta Mewtwo – Ewolucja” ogląda się o wiele bardziej przyjemnie, niż się zapowiadało po trailerach.

W trakcie oglądania tego filmu postanowiłem nie zagłębiać się w infantylność czy nie scenariusz. W końcu to bajka dla dzieci i nie wszystko musi być idealne. Muszę stwierdzić, że produkcja jest naprawdę dobra i mnie urzekła. Puściłbym ją nie tylko dzieciakom, ale i dorosłym, którzy chcą wrócić wspomnieniami do starych, dobrych czasów. Już oglądając ostatnio „Pokemon: Detektyw Pikachu” dostałem nostalgiczną bombę na plecy. Teraz zostałem już położony na łopatki. Wiem dobrze, że Nintendo i Game Freak kochają grać na emocjach i tak wygląda ich marketing, ale sentyment jest silniejszy od zdrowego rozsądku i pozwalam im się grzecznie prowadzić za rączkę w tym pokemonowym eko-systemie.

Pokemon: Zemsta Mewtwo - Ewolucja, netflix,

Obstawiam, że wielu fanów będzie kręcić kinolem na „Pokemon: Zemsta Mewtwo – Ewolucja”.

A tu fabuła będzie zbyt dziecinna, a tu modele CGI niedopracowane, a tu, po co w ogóle trójwymiar… Lista będzie długa. U mnie jej nie ma. Chciałem cieszyć się wspomnieniami z dzieciństwa i producenci mi to umożliwili. Nie było za dużo, nie było na siłę… Było w sam raz. Naprawdę tytuł sprawił mi wiele radości i z miłą chęcią do niego wrócę… znów. A to chyba najlepsza recenzja, jaką produkcja może dostać.

PJ
Przemek jest mózgiem operacyjnym SpeedTest.pl. Studiował na Politechnice Wrocławskiej elektronikę i telekomunikację. Zarządza projektami IT, relacjami z klientami oraz nadzoruje procesy rozwoju. Prywatnie zaangażowany w rodzinę, wsparcie różnych działalności charytatywnych i projekty ekstremalne.