Stajnia Marka Zuckerberga od jakiegoś czasu jawnie strzela sobie w kolano. Są to na tyle mocne kule, że zastanawiam się, kiedy ta instytucja padnie. Ostatnio poszło o sprzedawanie danych użytkowników i nieszanowanie ich bezpieczeństwa. Teraz mają zatargi bezpośrednio z naszym krajem. Muszę przyznać, że cała tak sytuacja nieco mnie zszokowała i zdziwiła. Wydaje mi się, że w ogóle nie powinna mieć miejsca, ale jak widać, według Facebook wszystko jest możliwe i musi być po jego myśli.

Facebook jest w Polsce bardzo popularny. Widać to na co dzień na ulicy, w telewizji, w sieci. Serwis ma polską wersję językową, support w naszym rodzinnym języku. Wygląda na to, że na dobre rozsiadł się w naszym kraju i z miłą chęcią zarabia na naszych rodakach. Kiedy pieniążki wpadają do portfelika, to nie patrzy się, czy występują jakieś ograniczenia do pracy na danym rynku. Ważne, że kolejne zera lecą. Problem pojawia się, kiedy coś nie idzie po myśli firmy. Okazało się, że absurdalne tłumaczenia Facebook, przeszły już pewien dopuszczalny poziom. Sprawa związana jest właśnie z polskim językiem.

Serwis Facebook oznajmił. że nie jest w stanie procesować się z naszym kraju, bo jego prawnicy nie znają języka polskiego.

Muszę przyznać, że zanim doszedłem do siebie po tej informacji, minęła naprawdę dłuższa chwila. Nie jest dla mnie do przyjęcia, jak można wpuścić na jakiś rynek językowy produkt, osiąść na nim, ciągnąc zyski i nie mieć bazy ludzi, posługujących się danym językiem. To brzmi jak co najmniej dobry dowcip. Ile to ogłoszeń jest w internecie i prasie, że firmy zatrudniają ludzi do siebie, ale obowiązkowa jest znajomość języka, np.: chińskiego, bo mają klienta w Kraju Środka, albo powiedzmy szwedzkiego.

Dziwne i wręcz niedorzeczne jest, że Facebook o tym nie pomyślał.

Żeby podnieść wam bardziej adrenalinę, dodam, że Facebook nie jest w Polsce tylko w formie wirtualnej. Stajnia Marka Zuckerberga ma swoją cieplusią siedzibę w jednym w wieżowcu w naszej stolicy. Teraz to naprawdę scyzoryk się w kieszeni otwiera. Organizowane są tu konferencje, spotkania biznesowe, zatrudnia pracowników, a z portalu korzysta prawie milion polaków. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak firma może nie mieć polskich prawników, albo przynajmniej przysięgłych tłumaczy tegoż języka.

facebook, polski, język, sin, prawnicy, prawo, sąd,
Polska siedziba Facebooka w Warszawie

Serwisy internetowe z naszym kraju popadają już w skrajności komentując zachowanie firmy.

Jak powstrzymam się od próby oceniania przez firmę Facebook znajomości polskiego prawa. Ciężko jest mi też uwierzyć, że nie mówi się w tej siedzibie w ogóle po polsku i nie zatrudnia Polaków. Jestem po prostu zdziwiony i zniesmaczony takim zachowaniem. Pokazuje to, jak bardzo firma ma wywalone nasz rynek i jesteśmy tylko jakimś mikro punktem do zbierania kasy, o który nawet nie warto dbać. Zapewne Mark Zuckerberg nawet nie wie, gdzie znaleźć nasz kraj na mapie.

facebook, polski, język, sin, prawnicy, prawo, sąd,
Polska wersja językowa serwisu Facebook

Sprawa wyszła na jaw, przy sporze ze Społeczną Inicjatywą Narkopolityki.

Facebook został pozwany przez SIN za arbitralne kasowanie treści, która grupa ta umieszcza na swoich serwisach. Chodziło między innymi o grupę liczącą około czterech tysięcy userów, która zajmowała się odróżnianiem dobrego ecstasy od złego. Zaczęło się od tego, że warszawski sąd uznał się za właściwy do rozpatrywania pozwu SIN przeciwko Facebookowi. Pozwana jednak nie została polska odnoga spółki, tylko Facebook Irleand (chodzi tutaj o ulokowanie serwera, na którym stoi serwis). Sama firma Zuckerberga nie chce przyjąć pozwu. Tłumaczy się brakiem prawnika polskojęzycznego. Oczywiście, polskiego oddziału pozwać także nie można, bo ci odsyłają petentów właśnie do Irlandii.

facebook, polski, język, sin, prawnicy, prawo, sąd,
Polska siedziba Facebooka w Warszawie

Jest to naprawdę komedia rodem z nagradzanych filmów.

Dlaczego jest to takie absurdalne i durne? Ciężko jest mi uwierzyć, że firma, która świadczy usługę dla około 16 milionów ludzi w danym kraju, posiada w nim swoją wypasioną siedzibę i kraj posiada TYLKO JEDEN język urzędowy, nie ma prawnika, który mówiłby z danym języku. To cyniczne. Zastanawia mnie, co stałoby się, gdyby nagle pozwałby ich jakiś Polak, pracujący w ich siedzibie w Warszawie, choćby o warunki pracy. Czy też zasłanialiby się brakiem mecenasa mówiącego w naszym języku? W przypadku Niemiec sprawa była jasna. Mało ich obchodziło, że Zukcerberg czegoś nie ma. Kraj ten o wiele bardziej broni swoich racji. Niemcy wychodzą z założenia, że jak działacie w naszym kraju, to waszym problemem jest to czy macie niemieckojęzycznych prawników, czy nie. I to podejście jest prawidłowe. Mam nadzieje, że Polacy się nie dadzą i nie odpuszczą temu serwisowi. Mark i tak za wiele sobie pozwala. Warto mu trochę utrzeć nosa.

BS
Bernard to redaktor naczelny SpeedTest.pl. Jest analitykiem i pasjonatem gier. Studiował na Politechnice Wrocławskiej informatykę i zarządzanie. Lubi szybkie samochody, podróże do egzotycznych krajów oraz dobre książki z kategorii fantastyka.