W świecie IT bywa tak, że fanboy danej firmy mało kiedy narzeka na jej produkty. Przyzwyczaił się do pewnego ekosystemu i choćby mu mówili, że coś jest o kant tyłka rozbić, to i tak będzie się trzymał wymarzonych produktów. W końcu we własne gniazdo się nie… znacie pewnie resztę cytatu. Co się jednak dzieje, kiedy fan danej technologii ma ochotę upłynnić odrobinę frustracji i napisać na w sieci, że coś jednak nie jest po jego myśli? Przestaje się liczyć moda i robi się pożywka dla hejterów, którzy tylko szukają argumentów, aby zrugać daną markę z błotem. Czasami jednak nie da się milczeć i smutne jest to, że moje trzymanie języka za zębami w sprawie Apple odeszło w niepamięć.

Od czasu konferencji WWDC minęło trochę czasu, ale musiałem sobie strzelić po niej mentalne Relanium i dopiero zabrałem się do pisania. Przecież, jakby mi tekst wjechał wczoraj, to byłoby w nim więcej łaciny podwórkowej niż na Bronksie w godzinach szczytu. Nie ukrywam nigdy, że jestem ogromnym fanem produktów, jakie wypuszcza firma Apple na rynek — lubię wygodę i wydajność, a gigant z Cupertino mi to gwarantuje. Niestety sprawa ma się tak, że z roku na rok moja ulubiona firma coraz bardziej zmierza z Ciemną Stronę Mocy i odda się od idei Jedi. Czuje się trochę tak, jakby Tim Cook na siłę próbował dorównać Jobsowi, a nie zbliżył się nawet do całowania mu stóp. Coś jest nie tak! Moda na design klasuje się chyba trochę inaczej.

Na szczęście, nie wszystkie propozycje Apple mnie zamordowały, ale jednak perełka przelała szalę goryczy.

Wyobraźcie sobie, że jedna z największych firm technologicznych wypuszcza na rynek całkiem ciekawy sprzęt (bo tak sprawa w sumie się zaczyna). Milusi monitorek studyjny 6K – Pro Display XDR. I tu jest bardzo fajnie. Jest to produkt, który skradnie producentom multimediów serca. To wchodzi to, jak ta lala. Przejdźmy jednak do szczegółów, abyście mieli jasność sytuacji. Nowy monitor Apple to ekran Retina 6K (6016 x 3384 pikseli) o przekątnej 32 cali. Już same to parametry to miód na moje oczy. Co więcej, panel wspiera pełen gamut DCI-P3, pozwala wyświetlić 10-bitowy kolor i obsługuje HDR. Jakość jest naprawdę zapierająca dech w piersiach. Oglądając to, czułem się, jakbym wkraczał na nowy poziom technologicznej ewolucji.

Maksymalna jasność to 1000 nitów, ale pamiętajmy, że  mówimy tu o jasności ekranu podświetlonego w całości. 

Szczytowa punktowa jest wyższa i może osiągać nawet 1600 nitów. Można już mieć mokro w gaciach. Podrasowano także czerń. W nowym monitorze z Cupertino mamy do czynienia z panelem LED, w którym Apple zastosowało zaawansowany system wygaszania strefowego, niczym w nowoczesnych telewizorach. Oczywiście, to wszystko uwieńczają bardzo bogate możliwości kalibracji sprzętu, które bez problemu można mierzyć z referencyjnymi monitorami studyjnymi. Wszystko to piękne wygląda razem i cieszy serca fanów technologii. Zapowiedź naprawdę godna króla rynku IT.

apple, wwdc, vevo, Pro Display XDR 6K,

Postaram się jeszcze trochę posłodzić, aby podnieść wam napięcie.

Jeżeli chodzi o design, to Apple zastosował matowe wykończenie i szkło z nano-teksturą, które zadba o brak jakichkolwiek odblasków. Ma ono taką ciekawą właściwość, że potrafi mocno rozpraszać światło bez jednoczesnego wpływu na parametry obrazu takie jak choćby kontrast. Łączność także wygląda bardzo interesująco. Na „pleckach” monitora sytuują się trzy proty Thunderbolt 3. Monitor może łączyć się z nowym Makiem Pro za pośrednictwem jednego przewodu. Nie trzeba przystawek i kolekcji kabli rodem z nieposprzątanej serwerowni. Maksymalna rozdzielczość wspierana przez Maca Pro to 120 milionów pikseli, co przekłada się na sześć monitorów Pro Display XDR 6K. Dodatkowe porty pozwalają na połączenie monitorów w szereg. To rozwiązanie naprawdę przypadło mi do gustu. Innowacyjne i eleganckie.

Polałem serca firmy Apple miodem tą recenzją, ale trzeba dodać do tego łyżeczkę dziegciu.

No bo przecież tak to bywa w realnym świecie, że nie może być za dobrze. Byłoby to nienaturalne, jakby nic po drodze nie sprawiło, że scyzoryk nam się w kieszenie otworzy. Nowy Apple Pro Display XDR 6K będzie kosztował bagatela 4999 dolarów a wersję bez nano-tekstury i 5999 dolarów z tym gadżetem. Nie wygląda to, jak cena dla przeciętnego Kowalskiego, ale nie ukrywajmy — nie jest to sprzęt na biurko dla Krysi do obsługi Worda i Excela. Są to już machiny dla specjalistów i zawodowców, którzy oczekują wysokiej jakości i klasy. To jeszcze byłby w stanie zrozumieć. Przyzwyczaiłem się przez lata do tego, że są ceny rynkowe i … są ceny od Apple. Wszystko byłoby miło i przyjemnie, gdyby nie „malutki” dodatek, który Apple do tego monitora oferuje.

apple, wwdc, vevo, Pro Display XDR 6K,

Przecież skoro możesz kupić monitor za 5-6 koła w dolcach, to nic nie szkodzi na przeszkodzie, abyś dołożył jeszcze tysiąc (w walucie zza oceanu) za… nóżkę.

Absurdalność ekosystemu Apple w dniu WWDC 2019 osiągnęła ekstremum globalne i wyczerpała moje pokłady cierpliwości do ich głupich pomysłów. Zacząłem się zastanawiać, czy ta podstawka pod monitor to może kawę samą robi, albo wyprowadza psy na spacer. Ciężko mi było zrozumieć, co ona musi mieć w sobie, aby kosztować aż około 3500 zł. Przecież za taką kwotę z palcem w tylnej części ciała kupimy dobrego iPhone’a… a tu mały kawałek plastiku/metalu/aluminium (cholera wie, co tam wpakowało — może ze złota jest?). Co więcej, mocowanie to jest tak paskudne, że myślałem, że oczy mi spłoną, jak je tylko zobaczyłem. Ktoś chyba trochę przyćpał i zamarzył mu się design rodem ze zderzenia z wiertarką. Jakbyś postawił na biurku tartę do warzyw… i to za 3,5 tysiąc złotych. Produkt ten, to naprawdę jakiś dobry żart ze strony Apple. To już nawet nie moda – to jakaś fanaberia tylko projektantów.

Co więcej, nie jestem jedynym oburzonym użytkownikiem w sieci.

Na firmę Apple spłynęła ogromna fala hejtu, a mocowanie VESA stało się bohaterem niewybrednych dowcipów i memów już chwilę po transmisji WWDC. Moja koleżanka powiedziała, że oglądając konferencje przyszła jej na myśl stara reklama jednego z marketów: „Moda w stylu Cherokee. Cena w stylu Tesco„. Stwierdziła, że ma już wersje tej frazy w odniesieniu do nowego gadżetu z Cupertino: „Moda w stylu Zeptera. Cena w stylu Apple„. Stad taki właśnie tytuł mojego dzisiejszego artykułu. Pasuje wręcz idealnie. Oglądając takie prezentacje, mam wrażenie, że Tim Cook próbuje mocno „przedobrzyć” i pokazać, że jest kolejnym Stevem Jobsem ze smykałką do innowacji. Chyba nie zadziałało.

Pomysły Jobsa były chodliwe, ciągnęły tłumy.

To jest po prostu brzydkie i śmieszne. Nie ma za grosz stylu i elegancki, a na dodatek kosztuje jak za dobry smartfon. Apple przyzwyczaiło nas do absurdów w swoim wykonaniu, ale ten osiągnął właśnie status lidera najbardziej żałosnych pomysłów tego dziesięciolecia. Zdaje sobie sprawę, że tym artem dałem hejterom kolejną pożywkę i będą na nim teraz siedzieć, jak mucha na g… (wiadomo, na czym), ale hipokrytą to ja nie jestem. Tego cyrku już się nie dało kopać pod dywan. Trzeba w końcu pamiętać też, że w sieci „co zostało zobaczone, nie da się już od-zobaczyć”. Szkoda, bo mogło być tak pięknie! Oficjalnie ogłaszam nowy styl Apple: moda na garnki Zeptera.

BS
Bernard to redaktor naczelny SpeedTest.pl. Jest analitykiem i pasjonatem gier. Studiował na Politechnice Wrocławskiej informatykę i zarządzanie. Lubi szybkie samochody, podróże do egzotycznych krajów oraz dobre książki z kategorii fantastyka.