Już nie raz pisałem Wam o konieczności robienia kopii zapasowych. Backup bakupu jak to mawiają starzy admini. Nie zaszkodziłoby pewnie mieć i kopii zapasowej backupu plików backupu. Pomysł wręcz absurdalny by się pomyślało, ale ja coraz częściej przestaje wierzyć usługom, z których na co dzień korzystamy. Ot takie zboczenie zawodowe.

Rzecz w artykule chodzi o Apple, ale pozwólcie, że przytoczę wam pewną anegdotkę z mojego życia admina. Na co dzień pracuje z programistami, którzy piszą aplikacje dla banków, firm budowlanych, branży paliwowej. Przeważnie są to systemy CRM, ale nie tylko. Oznacza to, że ja zarządzam maszynami, na których te systemy chodzą, hostingiem, bazami danych, serwerami WWW, etc. Mamy maszyny w wersjach dev, uat i produkcja. Jak zapewne się domyślacie nie ciężko się pomylić. Któregoś razu mieliśmy awarię serwera backupowego. Kilku adminów pracowało nad załataniem tego. Niestety w tym czasie jeden z developerów pomylił konsolę i zamiast dropa bazy na uat zrobił drop na produkcji. Telefon od klienta pojawił się po chwili. Nie byłoby nic strasznego, bo firmy mają backupy (wszystkie poza AdWebem 🙂 ), gdyby nie to, że system wisiał w powietrzu i backupów nie robił. Ostatnia kopia, jaką mieliśmy, była sprzed kilku dni. Resztę scenariusza możecie sobie dopisać.

Może stąd nauczyłem się robić kopie wszystkiego i zawsze, ale nawet mnie zjadłaby czarna rozpacz, gdyby 122 GB plików zniknęło z mojego dysku i to za sprawą jakiejś zewnętrznej usługi.

Z takim problemem spotkał się jeden z klientów Apple. Poszkodowany zapewnia też, że spotkał się z podobnymi problemami na forach Apple. Muszę tutaj go poprzeć, bo kiedyś coś takiego stało się u mnie. Na szczęście, moich danych było mniej, bo 1 GB. Osobiście większość muzyki trzymam w Spotify. Wróćmy jednak do tematu Apple. Na pierwszy rzut oka całemu procederowi winne było Apple Music. Nasz pokrzywdzony, czyli James Pinkstone za subskrybował Apple Music. Stało się tak, że iTunes zabrało się, za skanowanie utworów, które user miał na dysku. Chodziło o pliki w formacie WAV i MP3. Trzeba dodać, że pan James jest twórcą i posiadał na dysku bardzo dużo własnych kompozycji. ITunes zeskanowało komputer pod względem plików z rozszerzeniem muzycznym, a w następnej kolejności… usunęło pliki. Pomińmy już, czy pliki te było legalne, czy nie. Weźmy też pod uwagę, że niektórzy użytkownicy kopiują płyty CD na różne urządzenia (co jest zgodne z prawem), mają własne pliki z własną muzyką, jak bohater artykułu. Znajdę jeszcze kilka powodów, dla których usuwanie tych plików jest absurdalne.

Żeby nie było, poszkodowany pliki odzyskał, bo miał zrobioną kopię zapasową, ale sytuacja pozostaje co najmniej dziwna, nie mówiąc już, że lepiej pasuje określenie oburzająca.

Historię wzięła na tapet Serenity Caldwell z portalu iMore, wyjaśniając przy okazji, jak działa Apple Music. Jest to bardzo ciekawy mechanizm. Wygląda bowiem na to, że user nie do końca zrozumiał idee trzymania plików przez Apple. Nie można go jednak za to winić. Mają niezły burdel. Zacznijmy może od początku. Najpierw, kiedy uruchamiamy naszego Maca, system skanuje cały dysk i wyszukuje pliki z rozszerzeniami muzycznymi. Odhacza te utwory, które jest w stanie zidentyfikować. Dzięki temu user może je później odtworzyć na innym urządzeniu Apple. Chodzi o synchronizację pomiędzy Maciem, iPhone, iPodem czy iPadem. Wszystko pięknie, ładnie. Dzięki temu możemy stremować muzykę, a nie pobierać pliki lokalnie na każdy sprzęt z osobna. Idea fajna, użyteczna, ludzie to kochali. Nic bowiem nie integruje się tak pięknie, jak Apple. Żeby formalności stało się zadość, to pliki te pozostają częścią iCloud Music Library. Kiedy system nie rozpoznaje jakiegoś kawałka, bo nie go w bazie (stanie się tak na przykład z własnymi kompozycjami), to usługa przesyła je do iCloud Music Library jako pliki w formiacie AAC 256kbps. Na tę chwili nasza muzyka jest zarówno na sprzęcie, jak i w chmurze.

Nie może być tak, że Apple skasuje nam pliki na głównym komputerze. Musimy zrobić to sami.

I tu jest pies pogrzebany. Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że gdy skasuje pliki z urządzenia, zostaną one skasowane z chmury. Dodatkowo iCloud Music Library faktycznie przechowa Wasze pliki audio, ale tylko, kiedy subskrypcja Apple Music jest aktywna. Kiedy się jej pozbędziecie, plikom też możecie powiedzieć „Pa! Pa!” dokładnie po 30 dniach od daty rezygnacji. Nie powiem, aby mi się to podobało. Trochę to nawalone jak kredkami w przedszkolu. Nie twierdzę też, że wina jest po stronie usera, czy Apple. Tutaj zachodzi problem niezrozumienia zasady działania (nie do końca mądrej) usługi. Mimo że jestem wielkim fanem Apple, od czasu kiedy sam stałem się ofiarę niewiedzy i straciłem pliki z iPhone’a korzystam tylko i wyłącznie ze Spotify. Problemem mogą być tylko lokalne zespoły, ze swojego podwórka, ale jak to mawia mój kolega, frontam jednej z moim ulubionych, lokalnych kapel: „Bydło dostało się na salony, czyli jesteśmy jakimś cudem na Spotify”. Także, można!

PJ
Przemek jest mózgiem operacyjnym SpeedTest.pl. Studiował na Politechnice Wrocławskiej elektronikę i telekomunikację. Zarządza projektami IT, relacjami z klientami oraz nadzoruje procesy rozwoju. Prywatnie zaangażowany w rodzinę, wsparcie różnych działalności charytatywnych i projekty ekstremalne.