Zawsze wszystkim znajomym powtarzałem, że po to kupuje telefony od Apple, aby nie oglądać na oczy systemu Google Android, którego nie jestem wielkim fanem. Co więcej, nigdy nie próbowałem, nawet w największych koszmarach, wyobrazić sobie instalowania Androida na telefonie z logiem nadgryzionego jabłka. To trochę tak, jakby kupić koszulkę od Calvina Kleina i nałożyć na nią bluzę z chińskiego sklepu — niby można, ale trochę szkoda. W sieci krążą opinie, że Apple to firma dla snobów, że ceny za urządzenia są wysokie, ale muszę przyznać, że korzystam z ich gadżetów już ładnych parę lat i nie narzekam, a po pół roku z smarfonem na Androidzie… rzuciłem telefonem o ścianę.

Niby o gustach się nie dyskutuje, ale “jak się nie ma, co się lubi… to kupuję się smarfona z Androidem”. Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Takie mam zdanie. Prawdopodobnie, gdyby Android był systemem przygotowanym pod konkretne urządzenie, to jego wydajność znaczenie by wzrosła. A tak… no cóż. Zarówno jakość, jak i bezpieczeństwo systemu Google pozostawia wiele do życzenia. W tej kwestii firma z Cupertino bije konkurencję na głowę. Dlatego bije się w głowę i nie rozumiem, po co wrzucać system mobilny Android na urządzenia Apple.

Google Android na smartfon od firmy Apple – to brzmi jak dobry żart.

Po co kupuje się telefon z Cupertino? W sumie to, albo dla loga nadgryzionego jabłka, albo dla bezpieczeństwa, albo dla… systemu operacyjnego. Ekosystem Apple to świetnie dopracowana całość. OS jest przygotowany specjalnie pod konkretne bebechy i to sprawia, że wszystko gra jak w zegarku, Na tym polega jego wyjątkowość. Jestem sobie jednak w stanie wyobrazić, że są ludzie, którzy chcą poświecić jabłuszkiem na obudowie, ale może drażnić ich struktura systemu operacyjnego iOS, a najbardziej wprowadzone w nim różnego rodzaju zabezpieczenia. Bo przecież, mając iOS nie wszystko ci wolno i nie wszędzie masz dostęp — bo i po co. Powiedzmy sobie szczerze, że niektóre zabezpieczenia są wręcz kuriozalne, jak choćby blokada zapisu niektórych plików, czy zmiana dzwonka na dźwięk spoza iTunes. Myślę, że Android na iPhone może być właśnie dla takich ludzi. Do tego dochodzi ładowanie aplikacji spoza sklepu AppStore… i mamy rozwiązanie zagwozdka.

google android, apple, ios, project sandcastle,

Project Sandcastle udowadnia, że wprowadzenie Google Android na iPhone jest możliwe.

Sam uważam, że nie ma rzeczy niemożliwych — jest tylko brak rozwiązań danych problemów w konkretnej jednostce czasu. Niestety, niektóre rozwiązania wydają się nie tyle głupie, ile nadprogramowe. To trochę takie szukanie dziury w całym albo wymyślanie koła na nowo. Na tę chwilę (o ile rozumiem idee rozwiązania), to uruchomianie Androida na urządzeniach Apple wywołuje u mnie gromki śmiech. Jednak dzisiaj, nie tyle myśli się o zrobieniu takiego projektu, ile już zainstalowano system od Google na iPhone 7 i iPhone 7 Plus. Pominę fakt, że jest to sztuka dla sztuki. Nie zyskujemy nic poza samą instalacją: nie działa aparat, GSM, Bluetooth, GPU, audio, czyli w sumie nic, czego potrzebujemy. Są to jednak początku.

Wrzucanie Google Android na urządzenia konkurencji przypomina mi pewną historyjkę z czasów studenckich.

Byłem wtedy młodym i zapalonym Linuxowcem. W ramach idee GNU GPL razem ze znajomymi stawialiśmy Linuxa wszędzie, gdzie popadnie. Były to też czasy, kiedy zainstalowanie tego systemu wiązało się z wielogodzinną kompilacją i grzebaniem w ręcznym dorzucaniu sterowników do jądra systemu. Zabawa z kartą bezprzewodową na Slackware 10 i Gentoo do tej pory śni mi się po nocach. System działał wtedy, jakby chciał, a nie mógł, trzeba było prawie codziennie grzebać się w konfiguracjach, ale jaraliśmy się samym faktem, że system dało się skompilować. Project Sandcastle trochę mi te czasy przypomniał. Jest to fajna ciekawostka, super będzie, jak wyjdzie, ale nie widzę większego sensu technologicznego takiej operacji. Moim zdaniem smartfon od Apple bez iOS to… każdy inny telefon konkurencji z systemem Android (a konkurencję możemy nabyć za dużo niższą kwotę).

google android, apple, ios, project sandcastle,

Ciekawe jest to, że kod Projectu Sandcastle dla Google Android na iPhone możemy znaleźć już na GitHub.

Co więcej, buildy czekają na oficjalnej stronie projektu.  Jeżeli macie jakiegoś starego iPhone’a, którego i tak chcecie wywalić na śmietnik (matko, wywalić około 3-4 tysięcy wydane w dniach premiery do kosza – bezcenne), to możecie się pobawić. Projekt jest obecnie w fazie gorszej i mniej stabilnej wersji beta. To taka robocizna dla dzieci, ale jeżeli jesteście zainteresowani zabawką, to polecam. Dla uśmiechu na twarzy nie takie rzeczy się robiło. Jak macie za dużo wolnego czasu, to na pewno lepszym rozwiązaniem będzie próba wrzucenia Antka na iPhone, niż granie w durne gierki. Chociaż… Jeszcze się nad tym muszę zastanowić.

PJ
Przemek jest mózgiem operacyjnym SpeedTest.pl. Studiował na Politechnice Wrocławskiej elektronikę i telekomunikację. Zarządza projektami IT, relacjami z klientami oraz nadzoruje procesy rozwoju. Prywatnie zaangażowany w rodzinę, wsparcie różnych działalności charytatywnych i projekty ekstremalne.