Wielokrotnie próbowałem przeanalizować, jaki tekst moich rodziców drażnił mnie najbardziej, jak byłem młody i ostatnio doszedłem do wniosku, że jest to stwierdzenie: „Bo za moich czasów…”. Nie ma chyba bardziej dobijających rodziców, którzy wmawiają ci, że ty masz łatwiej, bo masz technologię, że oni zrobiliby o wiele więcej, gdyby mieli dostęp do tego, co ty, że przez nas upadnie cywilizacja. Czasami myślę sobie, że skoro tak marudzili odnośnie do czasów naszego dorastania, to co powiedzą na teraźniejszość, czyli czasy dorastania swoich wnuków.

Żeby nie było, młody nie jest. Stuka mi w tym roku trzydziestka, czyli ładny wiek. Mam to szczęście albo i nie, że żyje w czasach pierwszego tak szybkiego rozwoju technologicznego. Zmiany, jakie pojawiają się w branży technologicznej, dzieją się na moim oczach. Wzrost świadomości elektronicznej jest niesamowicie wysoki. Płacimy telefonami, słuchamy na nich muzyki, wybieramy pieniądze, nosimy ze sobą opaski monitorujące puls, tętno i sen. Wszystko dzieje się bardzo szybko. Nie dziwota, że kwestie identyfikacji obywateli też w końcu przyjmą e-formę.

Na uczelniach już od jakiegoś czasu używa się elektronicznych indeksów zamiast papierowych książeczek, które mało kto lubił. Teraz przyszła pora na e-dowody osobiste.

Jest to o tyle fajne, że troszkę uszczupli nam kieszenie. Mamy w nich przecież portfel, klucze od domu, od auta, pieniądze, karty do różnego klubów, zniżek, pendrive, smartfona i wiele innych gadżetów. Jest jednak możliwość redukcji tego barłogu. Chodzi o wywalenie wszelkiego rodzaju plastikowych kart identyfikacyjnych. Pracuje nad tym Ministerstwo Cyfryzacji, a projekt nazywa się mID. Plan jest mocno ambitny, ale jeżeli wejdzie w życie, to niejednej osobie to pomoże. Osobiście doprowadza mnie do szału noszenie różnego rodzaju plastikowych identyfikatorów w gaciach. Nie napisze publicznie, jak to wygląda, bo mi nie wypada. Porównam tylko swoje spodnie do opiętych na „zawalonym pampersie”.

mID to przede wszystkim elektroniczny dowód osobisty. Stąd nazwa projektu?

Ma on funkcjonować w przestrzeni mobilnej, czyli do odczytu na naszym smartfonie. Jak to ma wyglądać? Na smartfon trafi naprawdę szeroki pakiet kart, od dowodu, poprzez legitymacje, kończąc na kartach klubowych, multisportach, benefitach i tym podobnych. Co prawda, karty komercyjne, można już przenieść do cyfrowego świata, ale to mało. Te administracyjne także można by było wprowadzić w e-formie.

– Telefon stanie się naszą jedyną, zawsze dostępną przy 
sobie platformą do całego świata usług, zarówno komercyjnych,
jak i usług e-administracji. Platformą ściśle spersonalizowaną,
bo na niej mieści się nasza elektroniczna, mobilna tożsamość
i możliwość poświadczania bezpiecznym podpisem naszego
oświadczenia woli w rozmaitych transakcjach komercyjnych i 
administracyjnych.Wybiorę sobie, z którego systemu i z którego
hasła będę chciała korzystać, ale nie będę musiała pamiętać
ich wszystkich.Za pomocą ich wszystkich będzie dla mnie 
dostępny cały świat komercyjny i cały świat administracyjny.
Również dane i zbudowane na bazie tych danych usługi będą 
osiągalne do tego, bym mogła z nich korzystać do celów 
osobistych i profesjonalnych. – mówiła Anna Streżyńska, 
Minister Cyfryzacji.

Jak udało mi się dowiedzieć, projekt ma wejść w życiu w Polsce już w przyszłym roku. Nie oznacza to jednak odstawienia dowodów plastikowych. Do tego będziemy długo się szykować. Na razie musi nastąpić wdrożenie projektu i testy na żywym organizmie, ale wszystko idzie w dobrym kierunku.

ROZMOWA Z ANNĄ STREŻYŃSKA: Dowód osobisty w smartfonie już w 2017 r.

BS
Bernard to redaktor naczelny SpeedTest.pl. Jest analitykiem i pasjonatem gier. Studiował na Politechnice Wrocławskiej informatykę i zarządzanie. Lubi szybkie samochody, podróże do egzotycznych krajów oraz dobre książki z kategorii fantastyka.