Jakby nie mówić, często śledzę nowości, jakimi karmi nowych użytkowników serwis Netflix. W ostatnim czasie do biblioteki trafił także odcinek ‘specjalny’ serii Black Mirror. Jak się spisał? Pierwsze kroki jego uruchomienia w dużej mierze przypominały spoiler samego odcinka…

Półtora godziny rozgrywki to trochę czasu. Tak więc przed przystąpieniem do typowego powiedzenia Netflix & Chill, postanowiłem się przygotować i zainwestować w chrupki oraz colę. W końcu każdy lubi oglądać filmy bądź seriale na dużym ekranie, prawda? Nie spodziewałem się tylko jednego problemu. Otrzymania błędu „Podany film nie może być uruchomiony na tym urządzeniu” w aplikacji na telewizorze… Cóż, zdarza się, nie ma przecież idealnego oprogramowania. Tak więc postanowiłem skorzystać z Chromecast’a, który był podłączony w drugim pokoju. Niestety po zmarnowaniu kolejnych 30 minut przy podłączeniu urządzenia, otrzymaniu tego samego błędu oraz dalszych próbach strumieniowania samego obrazu także z telefonu, nie miałem wyboru, by uruchomić Black Mirror: Bandersnatch na laptopie (nie wspominam tutaj o szukaniu po całym domu końcówki miniHDMI -> HDMI). Niestety, pozorny wybór urządzeń, na których można obejrzeć daną produkcję, trochę mnie zawiódł. Postanowiłem jednak pójść dalej i obejrzeć Bandersnatch’a, mając pod ręką touchpad, bo jakby nie patrzeć, odechciało mi się już szukać myszki bezprzewodowej.

Wrażenia po obejrzeniu Black Mirror: Bandersnatch

Nie oszukujmy się. Jestem świadomy tego, że pewnego rodzaju jestem uzależniony od odblokowania każdego sensownie możliwego zakończenia w grach takich jak Heavy Rain, Life is Strange, Detroit, Mass Effect czy The Walking Dead… Dlatego też i nad tym filmem spędziłem trochę czasu, by obejrzeć pięć głównych zakończeń (jest ich więcej, choć są do siebie podobne). Co jednak spodobało mi się w systemie wyboru, to jego prostota i możliwość cofnięcia historii do poprzednich wyborów. Sama fabuła filmu jest interesująca, wprowadza nas w świat lat ‘90, a znak wyboru prostej ścieżki TAK/NIE staje się prześladowcą naszego bohatera (który w pewnym momencie jest świadomy czwartej ściany — choć tu pozwolę wam odkryć ten Easter Egg). Sam film daje też trochę do przemyślenia, w końcu jak na prawdziwy odcinek Black Mirror przystało, więc według mojej opinii (omijając same kwestie techniczne) odcinek ten mógłbym ocenić na solidne 5/7, mając nadzieję, że Netflix kontynuowałby produkcję tego typu odcinków specjalnych na szerszą skalę.

PJ
Przemek jest mózgiem operacyjnym SpeedTest.pl. Studiował na Politechnice Wrocławskiej elektronikę i telekomunikację. Zarządza projektami IT, relacjami z klientami oraz nadzoruje procesy rozwoju. Prywatnie zaangażowany w rodzinę, wsparcie różnych działalności charytatywnych i projekty ekstremalne.