Zacznę może od tego, że aby w stu procentach odwzorować klimat pracy w kawiarni, ten post piszę, siedząc w Starbucksie, popijając trzecie, karmelowe Macchiato i zagryzając kolejnym bajglem z łososiem. Moje podniebienie skosztowało też genialnej szarlotki. Wszystko, aby nie być, jak bohaterzy mojego artykułu — w końcu nie jestem Januszem polskich kawiarni. Dlatego właśnie pracownicy kawiarni nie lubią telepracy.

Praca w kawiarniach to zjawisko bardzo rozpowszechnione. Sam je stosuje i to nie od dzisiaj. Taki tryb pracy wymusza na mnie mieszkanie z daleka od Centrum i spotkania umawiane czasami tak, że między dwoma następującymi po sobie mam wielką lukę na kilka godzin. Nie ma więc nic lepszego niż zamówienie kawusi i odpalenie laptopa. Czasami zdarza się i obiadek. Trzeba jednak pamiętać o pewnych zasadach. Jak się okazuje, nie każdy je szanuje.

Wchodzę do Starbucksa – jest godzina trzynasta…

Podążam do kasy, aby zamówić dwa bajgle z łososiem i serkiem Philadelphia na ciepło i największe karmelowe latte, jakie jest, ale kątem oka widzę ławy, z rządem gniazdek pod oparciami. Od razu można się domyślić, że są to stanowiska przygotowane specjalnie dla nowej grupy klientów, jaka ostatnio szwenda się po kawiarniach — pracowników online. Od jakiegoś czasu zjawisko pracy zdalnej w kawiarniach stało się bardzo popularne. Zapewne zastanawiacie się dlaczego? Powód jest prosty. Kupienie kawy codziennie, kosztuje mniej, niż wynajem biura. Praca w domu czasami nie wchodzi w rachubę, zwłaszcza jak ma się dzieci. Przykre jest niestety to, że ludzie funkcjonują w trybie kawiarnianym w opcji „Janusz Biznesu„. Popularne jest siedzenie przy jednej, najtańszej kawie kilka godzin i blokowanie tym samym stolika dla innych klientów. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, ale niestety mają one miejsce. Mogą być one dla restauratorów bardzo uciążliwe. Jeżeli zbierze się grupka takich „pracowników online” i zajmie większą ilość stolików, to lokal ma przez to mniejszy utarg. Nic dziwnego, że skończy się to wypraszaniem takich „jegomościów” z lokali.

kawiarnie, praca zdalna, praca online, Starbucks, Coffe Haven, www, praca poza biurem

Są pewne zasady dobrego wychowania i szacunku do pracy.

Zapewne, obsługa knajpki nie miałaby nic przeciwko temu zjawisku, gdyby ilość gotóweczki się zgadzała. Myślę, że zrobienie zamówienia co 1-2 godziny, to bezwzględne minimum. Dlatego dzisiaj, rozsiadając się przed pisaniem tego artykułu, zamówiłem kawę i dwie kanapki oraz szarlotkę na deser. Nie było to dlatego, że byłem jakoś niesamowicie głodny. Zrobiłem to z szacunku dla pracowników lokalu. Miłym rozwiązaniem byłoby też zapytanie obsługi lokalu (przed rozłożeniem stuffu i złożeniem zamówienia), czy możemy u nich podłączyć laptopa i popracować. Miałem taką sytuację w jednej z tajskich restauracji we Wrocławiu. Musiałem popracować i zjeść obiad. Spytałem obsługę, czy mogę skorzystać z gniazdka. Uprzejma pani kelnerka wskazała mi stolik, na antresoli, gdzie miałem cicho. Zamówiłem sobie też obiad, złożony z dwóch dań, popracowałem i nakarmiłem brzuszka. Ja zrobiłem swoje i restauracja miała utarg. Wilk syty i owca cała. Jeden z właścicieli kawiarni w Stanach Zjednoczonych nawet wypowiedział się na temat tego zjawiska. Warto zapamiętać jego słowa.

Trzy godziny z kawą kupioną za pięć dolarów — ten model nie sprawdza się w kawiarniach” – mówi David Winn, współwłaściciel kawiarni Triniti na Sunset Boulevard w Los Angeles.

kawiarnie, praca zdalna, praca online, Starbucks, Coffe Haven, www, praca poza biurem

Mało kto wie, że nie wszyscy „laptopowcy” w kawiarniach, to nie tylko pracownicy etatowi.

Pojawienie się chmury i rozprzestrzenienie internetu dało ludziom wiele możliwości. Jestem pod wrażeniem tego, jak dzięki temu rozwija się nasza technologia, a co najważniejsze, że jesteśmy świadkami tego rozwoju. Jedną z takich możliwości jest oczywiście praca zdalna, która nie tylko etatowcom daje możliwości robienia projektów poza biurami. Dzięki temu mogą także dorabiać i pracować studenci. Nie mówię tu tylko o studentach zaocznych, jak było to do tej pory, ale o uczniach kierunków dziennych. Studenci nie mają wiele zajęć — na wykłady zdarza im się nie chodzić lub chodzić i nie słuchać. Takie osoby bez problemu mogą pracować zdalnie. Najczęściej robią w ten sposób ludzie z branży IT, choć nie tylko. W IT jest najłatwiej — możesz być: programistą, administratorem sieci lub systemów, testerzy, project managerowie, IT support na zamówienie, webmasterzy, specjaliści od pozycjonowania www itp. Co więcej, pieniądze na tych stanowiskach potrafią być naprawdę wysokie, jak na studencką kieszeń, ale o tym można by napisać kolejny artykuł.

Niektóre bistro mają przeznaczona specjalnie sale dla osób pracujących.

Jest to przeważnie strefa z wydzielonymi stolikami. W Starbucksie, na rynku, we Wrocławiu, to ławka z krzesłami po dwóch stronach i gniazdami na środku. Nie rozwiązuje to, co prawda problemu „Januszy„, ale daje ograniczoną liczbę miejsc, którą pracownicy zdalni mogą zająć. Ciekawym rozwiązaniem jest też kartka z informacją, że w przypadku zajęcia stolika na dłuższy czas obowiązuje większe zamówienie lub częstsze zamawianie mniejszych produktów. Nie uważam tego za natarczywe. Lokal gastronomiczny to interes i musi na siebie zarabiać. Albo się płaci, albo można się rozsiąść z laptopem w pobliskim parku i jako towarzystwo mieć szajkę tzw. „lokalesów, a’la: Kierowniku, daj 50 gr„. Chyba jednak wolałbym kupić tę kawę raz na godzinę.

Są jednak tacy, których nawet kartki nie przekonują.

Myślę, że tego typu klienci powinni być z lokali wypraszani. Kafejki, restauracje, bary to nie są miejsca użytku socjalnego. To czyjś biznes, ktoś pracuje na utrzymanie danego lokalu. Wielkim nietaktem jest niedostosowywanie się do obowiązujących przepisów Savoir-vivre i żaden panujący trend tego nie może zaburzyć. Jeżeli pojawia się jakaś fala modnego zjawiska, to musi się dostosować do warunków współistnienia w społeczeństwie. Zatem z polskiego na nasze — chcesz pracować w knajpie — zamów coś proporcjonalnie do spędzonego w lokalu czasu. Są też knajpki, które bardzo dosadnie informują, że nie życzą sobie takich ruchów. Usuwają wtedy z przestrzeni użytkowej gniazdka zasilania. Myślę, że niekulturalnym jest wtedy usilne szukanie jakiegoś zakamuflowanego gniazdka, albo odłączenia jakiejś lampki. Piszę o tym, ponieważ widziałem kiedyś taki wyczyn i nie jest on na miejscu.

Jeżeli będziemy szanować innych, to karma do nas wróci.

Pamiętajmy, że ludzie obsługujący kawiarnię także wykonują swoją pracę. Nie ważne, jaki genialny trend panuje na rynku. Pieniążki, które płacimy za usługę to opłaty, wydatki na wysokiej jakości produkty i pensji oraz premie tych osób, które nas obsługują. Tak, jak my zarabiamy online, tak oni zarabiają na swoje utrzymanie, przynosząc nam kawę. Wstydem jest zatem siedzenie przy jednej, taniej kawie kilka godzin. Jest to totalnie nie na miejscu i takie zachowania powinno się tępić. Myślę, że zamówienie jednego produktu na godzinę i tak będzie tańsze, niż wynajem lokalu, ale wersję dla „Januszy” powinniśmy całkowicie wyeliminować. Idźmy z duchem czasu, nie krzywdząc się nawzajem.

BS
Bernard to redaktor naczelny SpeedTest.pl. Jest analitykiem i pasjonatem gier. Studiował na Politechnice Wrocławskiej informatykę i zarządzanie. Lubi szybkie samochody, podróże do egzotycznych krajów oraz dobre książki z kategorii fantastyka.