O sprzedawaniu danych przez Facebook jest już głośno od jakiegoś czasu, a wszystko przez firmę Huawei. Chyba każdy wie o tym, że gigant Zuckerberga spieniężył nasze dane takim firmom, jak Microsoft, Apple, Samsung czy HTC.

Nie jest to dla mnie absolutnie żadnym zdziwieniem. Od początku istnienia tego portalu Facebook zdawałem sobie sprawę, że do tego dojdzie. Jeżeli ktoś miał wątpliwości, to był zwyczajnie naiwny.

Historia ta ma jednak ciąg dalszy. Huawei wywołał nie małą burzę w mediach.

Okazuje się bowiem, że stajnia marka Zuckerberga pozwoliła sobie na sprzedaż danych także na rynek wschodni, a nabywcą okazała się firma Huawei. Nie jest to także zbyt duże zdziwienie. Ten gracz ostatnio mocno rozsiadł się na rynkach europejskich, szczególnie widać to w naszym kraju. Jest jednym z przodujących producentów, dlatego ich obecność na tej liście nie przyprawia mnie o ból głowy. Okazuje się, że rynek Stanów Zjednoczonych nie przyjął tego tak spokojnie, jak my.

Wiadomo przecież, że rynek USA otwarcie walczy z rynkiem azjatyckim, a wszystko zasłaniają jak zawsze bezpieczeństwem narodowym.

To taki znany slogan Stanów Zjednoczonych, o którym każdy słyszał, ale nikt nie poczuł go na własnej skórze. Firma z rynku chińskiego i jego współzawodnicy są w Stanach Zjednoczonych na cenzurowanym, wiadomo zatem od dawna. Amerykanie tak lubią — toczyć wojny biznesowe i zaprzęgać do tego rząd i kwestie bezpieczeństwa. Nie jest to pierwsza taka akcja. Okazuje się jednak, że tym razem, jak i zawsze, Amerykanie nie mają zamiaru popuścić. Sprawa nie kończy się na dyskusji, a weszła już prawie na wokandę. W planowaniu są już ustawy, jakie mają nie pozwolić na tego typu akcje, a w konsekwencji utorować drogę do całkowitego zakazu sprzedaży produktów chińskich firm za oceanem. Co więcej, Pentagon zabronił używania urządzeń Chińczyków na terenie baz wojskowych Armii Stanów Zjednoczonych.

Wróćmy jednak do sprawy z samym Facebookiem i Chińczykami.

Kilka dni temu dziennikarze z pisma The New York Times ujawnili, że serwis dawał dostęp do swojego API kilkudziesięciu producentom telefonów. I to właśnie nie jest chyba już nic dziwnego, można było się domyślić, że tak się stanie. Ten z kolei zapewniał tym ostatnim wgląd do danych użytkowników i ich znajomych. Co ciekawe, gdy w roku 2014 r. Facebook ograniczył nieco swobodę firm trzecich, miał wyłączyć z tych obostrzeń właśnie producentów sprzętu. Jak dla mnie jest to i nie jest usprawiedliwione. Wszystko zależy od punktu widzenia.

Większość smartfonów to teraz medium społecznościowe.

Dobrze, aby producenci wiedzieli, pod co tworzą. Jednakże wszyscy wiemy, że będzie to tylko wytłumaczenie an zewnątrz, a prawda jest taka, że chodzi o nasze dane. Ja jednak wychodzę w założenia, że jak się nie chce, aby takowe znalazły się w niepowołanych rękach, to się ich nie wrzuca na takie portale do sieci. Sami jesteśmy sobie winni. Upubliczniamy całe nasze życie, a później mamy wielkie pretensje do całego świata. Co więcej, na swoją obronę serwis podpiera się umowami partnerskimi, które miały ograniczać możliwości producentów w kwestii korzystania z danych do zapewnienia użytkownikom odpowiednich mechanizmów mających ułatwić korzystanie z Facebooka.

Jest jeszcze jeden motyw, który może zaciekawić.

W Stanach Zjednoczonych istnieje wyraźny podział na to, kto inwigiluje użytkowników. Wygląda to trochę, jak przepychanka w przedszkolu, ale kto powiedział, że ci na górze na stołkach wyrośli z pieluch. Okazuje się, że kiedy podsłuchują nasi to wszystko jest w porządku i nikt nie ma prawa nawet pisnąć na ten temat złego słowa. Wtedy właśnie nazywa się to dobrem publicznym, content marketingiem i działania na rzecz użytkownika w kwestiach optymalizacji. Kiedy tę samą operację robi ktoś z zewnątrz, to, mimo że jest to ta sama czynność, tylko nazewnictwo znacznie się zmienia na: podsłuch, dobro narodowe, brak bezpieczeństwa, atak na prywatność.

No bardzo ciekawe zjawisko, sam Heisenberg by się nie powstydził.

Wybaczcie lekko ironiczny i sarkastyczny wydźwięk mojej wypowiedzi, ale wydaje mi się, że każdy z was odnosi takie samo wrażenie. Nie, żebym wierzył w tłumaczenia Facebooka i uważał, że ich działanie jest dobre. Absolutnie. Kij ma w tym przypadku kilka końców. Działania stajni Marka Z. jest jak najbardziej nie na miejscu, ale Amerykanie mają za swoje, bo sami nie są w tej kwestii czyści. Winni są też sami userzy, którzy pozwalają sobie na obdzieranie z prywatności na rzecz pozornej sławy w mediach społecznościowym w gronie przyjaciół z podwórka. Politykę Facebooka znamy nie od dziś. Wystarczy nie zakładać konta lub nie wrzucać fotek spod prysznica itp.

A podobno w Stanach Zjednoczonych mamy “wolny rynek”. Jak widać tyczy się to tylko tego, co Amerykanie za “wolnorynkowe” będą uważać.

 

PJ
Przemek jest mózgiem operacyjnym SpeedTest.pl. Studiował na Politechnice Wrocławskiej elektronikę i telekomunikację. Zarządza projektami IT, relacjami z klientami oraz nadzoruje procesy rozwoju. Prywatnie zaangażowany w rodzinę, wsparcie różnych działalności charytatywnych i projekty ekstremalne.