Jako że jestem związany z bezpieczeństwem teleinformatycznym nie od dziś, dość zaciekle bronię potrzeby aktualizacji oprogramowań. Jak wiadomo, nie jest to tylko i wyłącznie „widzi mi się” twórców. Upgrade’y pomagają niwelować bugi, łatać dziury, wprowadzać udogodnienia. Niestety jednak proces ten spędza sen z powiek wszystkim. Najgorzej mają jednak ci, którzy chcą aktualizować Smart TV.

Ciężko mi jest sobie wyobrazić telewizor innej firmy na swojej półce.

Troszkę przylgnąłem do tej marki przez kilka lat. Nie jestem może fanem smartfonów od koreańczyków, ale telewizory sobie chwalę. Niestety, nie mogę pochwalić procesu aktualizacji, jaki został w ich systemach zaimplementowany. Biorąc pod uwagę, że jest to sprzęt, którego ma używać wyjadacze kaszki mannę i kosztuje kupę tysięcy — jestem co najmniej zniesmaczony. Pominę już fakt, że samo przeprowadzenie aktualizacji wymaga chyba doktoratu z „mniemanologii stosowanej„. Aplikacji kocha się wieszać, przerywać, ciężko znaleźć odpowiednie przełączniki. Nie jest to jednak jedyny problem. Pojawia się też to, co dotyczy chyba każdego telefonu Samsunga i do czego większość userów zdążyła się przyzwyczaić.

Jeżeli twój smartfon nie dostaje aktualizacji do najnowsze Andoirda, to jakoś to przeżyjesz – przyzwyczaiłeś się.

Najwyżej, po jakimś czasie i większych lub mniejszych wyrzeczeniach kupisz nowy model za kolejne cztery tysiączki. Niestety, co jeżeli sprzętem, którym nie chce się już upgrade’ować jest telewizor, który kosztował „trochę” więcej niż cztery tysiączki. Wtedy zaczynają się schody. Nie wydaje mi się, aby nasze społeczeństwo sypało kasą na lewo i prawo, aby co każdy brak aktualizacji sprawiać sobie nowiuteńki telewizorem Samsunga za kolejne (bagatela) dziesięć tysięcy złotych. Jak się okazuje, nie zawsze problemem, który to zarysowuje, jest bezpieczeństwo, ale jak wiadomo z pewnej starej reklamy: różni ludzie, różne potrzeby.

Problem nakreślił się po ostatnich targach CES.

Jedną z najciekawszych wiadomości tej konferencji okazało się wprowadzenie obsługi AirPlay do nowych telewizorów czołowych producentów: Samsung, Sony, Visio i LG. Możecie sobie wyobrazić, jaką wywołało to radość u gadżeciarzy. Kolejna, elektroniczna zabaweczka do kolekcji. Dzięki niej będą mogli w łatwy sposób strumieniować multimedia na te telewizory za pomocą urządzeń Apple’a, pojawi się też integracja z HomeKitem i aplikacje klienckie usług filmowych iTunes. Jest to wręcz milenijny krok do przodu, zwłaszcza że środowisko Apple nie od dziś uchodzi za mocno hermetyczne. Nie jest pewnie jednak żadnych zdziwieniem, że nie wszyscy posiadacze tych sprzętów będą mogli się cieszyć tą nowością. Powiem szczerze, że nie specjalnie mnie to szokuje — tak bywa z nowinkami technologicznymi. W latach 90′ nikogo nie dziwiło, że mają kartę graficzną Triadent Super VGA, 2 MB i telewizor z rozdzielczością 640 × 480 pikseli nie można było odpalić gry Settlers III. Sprzęt był za słaby i tyle! Nikt nie robił wielkiej afery! Teraz jednak roszczeniowość wzrosła..

Samsung wprowadzi obsługę Apple’owskich rozwiązań do telewizorów wyprodukowanych w ubiegłym roku i nowszych.

Można się tylko domyśleć, jak bardzo frustruje to rynek. Z jednej strony, gdyby chodziło o jakąś łatkę bezpieczeństwa, przybiłbym im piątkę i sam pieklił się przez całe lasy komentarzy internetowych. Jest to jednak pewnego rodzaju nowinka technologiczna, którą producent woli wprowadzić na nowszych sprzęcie, bo widocznie beta testy pokazały, że na starych gruchotach chodzi to, jak krew z nosa ze skrzepami. Druga możliwość jest taka, że Samsungowi szkoda było grosza na testy na starych sprzęcie. Wcale się nie dziwię. Developowanie na czymś, co wychodzi z użytku, to ciężki kawałek chleba. Kiedyś spotkałem się z taką sytuacją i było to co najmniej chore.

Użytkownicy jednak nie dają absolutnie za wygraną.

Wszystko przez to, że niektórzy producenci pochylili się nad sprzętem z ubiegłych lat. Jak tylko dowiedzieli się, że LG nie wprowadzi AirPlaya nawet do zeszłorocznych, drogich OLED-ów, wystosowali petycję z prośbą o zmianę decyzji. Wkrótce potem podobną utworzono do Sony. Samsungowi również się oberwało. Czasami zastanawiam się, dlaczego tak tłumnie nie biją na alarm, gdy brakuje aktualizacji z łatkami bezpieczeństwa, albo upgrade’ami związanymi z działaniem codziennych usług. Są przecież telewizory, na których potrafi przestać działać YouTube, Netflix, Player, Spotify i wiele innych aplikacji, bez których na co dzień już ciężko się obyć. Sam nie oglądam telewizji ze zwykłego „kabla”, bo nigdy nic tam ciekawego nie było i wole wideo na żądanie. Nie porównujmy jednak aplikacji typu niedziałającego Netflixa, do bajeru ze strumieniowaniem Apple na inne marki, o czym kiedyś można było tylko śnić.

Oczywiście, to nie jest normalne, aby po wydaniu kilkudziesięciu tysięcy zostać skopanym do półki – nic ci nie działa, po kilku latach.

Pamiętajmy jednak, że nie zawsze wprowadzenie danych nowości jest możliwe – czasem nasz sprzęt okazuje się do tego zbyt kiepski. Mam wrażenie, że najbardziej strajkują ci, którzy nie mają pojęcia o technologii, wydali grosze na promocji po Sebixowemu, a później ustalają roszczenia: bo chcą strumieniować z Apple, mają telewizor mających dziesięć lat. Mówi się, że w świecie technologicznym codziennie spotykamy się pazernością producentów — zgodzę się. Mam jednak wrażenie, że pazerność klientów zrobiła się tak samo nieograniczona.

PJ
Przemek jest mózgiem operacyjnym SpeedTest.pl. Studiował na Politechnice Wrocławskiej elektronikę i telekomunikację. Zarządza projektami IT, relacjami z klientami oraz nadzoruje procesy rozwoju. Prywatnie zaangażowany w rodzinę, wsparcie różnych działalności charytatywnych i projekty ekstremalne.