Apple od lat ma własny ekosystem i swoje spojrzenie na kwestie bezpieczeństwa. Według nich nikt nie może mieć dostępu do danych klienta, poza nimi samymi. Z tym nie mają problemu. Wiele funkcji tego typu, które wkurzają użytkowników. Jedną z nich jest Lokalizacja. Do tej pory był ogromny problem z jej wyłączeniem. Oznacza to, że twój telefon zawsze wiedział, gdzie jesteś i to rejestrował. Lokalizacja jest bardzo przyjemną funkcjonalnością, ale nie każdemu może się podobać, że jest śledzony przez swój smartfon. Przydaje się, kiedy chcemy wiedzieć, gdzie są nasze dzieci, albo żona boi się wracać samotnie taksówką. Są jednak użytkownicy, którzy sobie tego nie życzą.

Temat śledzenia naszych smartfonów to rzeka w dzisiejszych czasach. O ile możemy spróbować się uporać z lokalizowaniem naszych urządzeń, to pozostaje zbieranie naszych danych, które bywają mocno wrażliwe: odciski palców, rozpoznanie twarzy i inne. Jakiś czas temu jednak zrobiło się głośno o problemie zapisywania lokalizacji użytkowników, nawet jeżeli zostanie wyłączony GPS. Wszystko to dotyczy urządzeń „nadgryzionego jabłuszka„. Oczywiście, uderzenie w stół spowodowało odezwanie się przysłowiowych nożyc. Firma odpowiedzialna za ten bałagan zaczęła się ostro tłumaczyć.

Temat lokalizacji w urządzeniach Apple pojawił się na początku grudnia zeszłego roku.

Temat jest o tyle poważny, że gigant z Cupertino od lat powtarza, że prywatność, bezpieczeństwo i zapewnienie nad nimi pełnej kontroli użytkowników jest dla nich priorytetem. Firma nie próżnowała i postanowiła wytłumaczyć się z szopki, jaka wokół ich funkcjonalności narosła w ciągu dwóch miesięcy. Firma postanowiła wyjaśnić, co spowodowało taki obrót sprawy i oczywiście użyła bardzo charakterystycznej dla siebie argumentacji. Według nich winne są procesy odpowiedzialne za Ultra Wideband. Kiedy przeczytałem to pierwszy raz, na mojej twarzy zarysował się lekko ironiczny uśmiech. Według firmy z Cupertino Ultra Wideband ze względu na swoją specyfikę, w niektórych rejonach musi zostać wyłączony. Dlatego właśnie iPhone niezależnie od użytkownika sprawdza i potwierdza jego lokalizację, by móc ją dezaktywować w miejscach, w których nie może być aktywną.

iphone, apple, facetime

Sprawa narobiła naprawdę wiele szumu i Apple zapowiedziało aktualizację.

Już kilka tygodni po największym ogniu, firma wypuściła w becie iOS oznaczonej numerkiem 13.3.1 ciekawą zmianę. W systemie pojawił się przełącznik, który ma pozwolić na wyłączenie lokalizacji. Opcja dotyczy także dezaktywacji w Ultra Wideband. Poinformowano o tym nawet na Twitterze:

Apple, które wprowadza szybko aktualizację, to chwyt mocno medialny.

Przykre jest jednak to, że robią to dopiero wtedy, kiedy zostaną przyłapani na gorącym uczynku. Plus tego jest taki, że już niedługo dostaniemy do instalacji nową wersję iOS z poprawką, która umożliwi wyłączenie śledzenia. Pamiętajmy jednak o tym, że gdyby ktoś nie przyłapał Cupertino, to najprawdopodobniej nigdy by tego nie poprawili. Może i powinno to zapalić u ludzi jakąś lampkę ostrzegawczą, ale prawda jest taka, że większość firm tak działa — nie jest to jakaś nowość. Martwi mnie tylko, ile dziur jest jeszcze w iOS, których jeszcze nie znamy.

PJ
Przemek jest mózgiem operacyjnym SpeedTest.pl. Studiował na Politechnice Wrocławskiej elektronikę i telekomunikację. Zarządza projektami IT, relacjami z klientami oraz nadzoruje procesy rozwoju. Prywatnie zaangażowany w rodzinę, wsparcie różnych działalności charytatywnych i projekty ekstremalne.