Nikt nie lubi reklam w sieci. Nie dlatego, że się pojawiają, tylko dlatego, że potrafią być naprawdę uciążliwe. Niektóre obiekty potrafią zająć cały ekran i po kliknięciu przycisk zamknięcia kierować do nowego okna. Wcale nie powinno zatem dziwić, że użytkownicy starają się je blokować, jak się tylko da. Oczywiście, jestem w stanie zrozumieć pojawianie się niektórych reklam, jak choćby tych na YouTube, gdzie dzięki temu nie płacimy za treści, albo w jakimś serwisie z wideo na żądanie. Nic dziwnego, że fani blokowania reklam są wściekli na Google Chrome. Twórcy przeglądarki zapowiedzieli ograniczenie rozszerzeń blokujących reklamy.

Zmiany w działaniu rozszerzeń pokroju AdBlocka, uBlock Origin i podobnych w przeglądarce Google Chrome były zapowiadane już w styczniu. Sprawa jest zatem znana i nie powinna nikogo dziwić. Niesmak się jednak pojawia. Wielu nawet pokusiło się o stwierdzenie, że jest to moment, kiedy trzeba zmienić przeglądarkę. Zastanawia mnie, czy jest to tylko straszenie. Mam wrażenie, że okaże się, że użytkownicy narzekają na zmiany, ale ekosystem Google przyzwyczaił ich do swojego produktu na tyle, że ciężko będzie z niego zrezygnować. Coś może w tym być.

Argumenty implikujące na wprowadzone zmiany były różne.

Twórcy przede wszystkim czepiali się słabej jakości rozszerzeń blokujących reklamy. Tutaj niestety muszę przyznać im rację. Nie są to aplikacje pierwszej świeżości. Co najważniejsze, nie są one zbyt wydajne. W naszym świecie, jeżeli ktoś owija w bawełnę, to chodzi o pieniądze. Propozycja zmian została zapisana jako „Manifest V3”. W dokumencie tym opisana została zmiana systemu rozszerzeń przeglądarki Chrome, w tym ich uprawnień i możliwości API. Jak wiadomo, uBlock Origin i jego konkurenci używają API webRequest przeglądarki Chrome, aby blokować niechciane treści reklamowe. Okazuje się jednak, że gigant z Mountain View zamierza trochę tę właściwość poprawić.

Poprawki sprawią, że nie będziemy widzieć reklam, ale może się okazać, że dalej będą one pobierane.

Co więcej, dalej będzie powodowało to obniżenie wydajności, strony dalej będą wczytywać się wolno. Bardzo ciekawą opinię ma twórca jednego z rozszerzeń pozwalających na blokowanie reklam. Programista rozszerzenia uBlock Origin jest zdania, że Chrome pozwalał na blokowanie reklam tylko po to, by zdobyć ogromny udział w rynku. Muszę przyznać, że nie jest to zbyt optymistyczny pogląd, ale może być naprawdę prawdziwy. Nie takie rzeczy robiły korporacje, aby zdobyć klientów. YouTube umieszczał treść za darmo, a teraz wypuścił subskrypcje premium. Firma jest ta sama, więc i polityka może być identyczna. Wygląda na to, że na tę chwilę, kiedy Chrome ma wielki udział w rynku i może robić to, na co ma ochotę.

Warto zwrócić uwagę na to, że nic nie zmieni się w przypadku klientów biznesowych.

API webRequest będzie działać po staremu. W środowiskach korporacyjnych blokowanie będzie wciąż dostępne. Klienci płacący za specjalną wersję Chrome’a często rozwijają swoje własne rozszerzenia i jest to powodem pozostawienia mechanizmu w takim stanie jak wcześniej. Nie zawsze chodzi o te, które blokują reklamy. Jednakże ci twórcy zyskują. Prawda jest jednak taka, że Google jest potentatem, który zarabia na reklamach. Dziwne jest, że do tej pory Chrome nie wpisywał się w ten system.

Możemy też przeczytać specjalne oświadczenie Google dotyczące blokowania reklam.

Chrome wspiera rozwijanie blokerów reklam. Aktywnie współpracujemy z ich deweloperami, by dostawać informacje zwrotne i ulepszać system filtrowania treści, chroniący prywatność. Celem jest ograniczenie ilości wrażliwych danych, które otrzymują strony trzecie”. Wiadomo nie od dziś, że reklamy to cześć modelu, jaki Google preferuje w biznesie.

Oczywiście, działania ze strony Google powodują ruchy na rynku przeglądarek.

Wielu użytkowników zaczyna interesować się innymi aplikacjami do przeglądania stron WWW. Bardzo popularne mogą stać się teraz Chrominium i Brave. Ta druga nie jest zbyt znana w świecie IT, ale niedługo może się to zmienić. Ma ten sam silnik, co Chrome. Oczywiście, kto bardziej wściekły, to może się zawsze przesiąść na Firefox, albo Operę. Co prawda, wzrost ten nie jest jeszcze zbyt widoczny na wykresach udziału przeglądarek na rynku. Powiem szczerze, że nawet nie widzę, aby specjalnie Chrome stracił na popularności. Wygląda na to, że „krowa, która dużo muczy, mało mleka daje”. Użytkownicy narzekają, ale na tę chwilę nie widać, aby cokolwiek z tym fantem zrobili.

PJ
Przemek jest mózgiem operacyjnym SpeedTest.pl. Studiował na Politechnice Wrocławskiej elektronikę i telekomunikację. Zarządza projektami IT, relacjami z klientami oraz nadzoruje procesy rozwoju. Prywatnie zaangażowany w rodzinę, wsparcie różnych działalności charytatywnych i projekty ekstremalne.