Mówi się, że Pokemony to nie gra — to styl życia. Gra jest na rynku dopiero tydzień, a już podbiła serca na całym świecie. Dodam, że w Polsce nie ma jej jeszcze oficjalnie.

Jeszcze jakiś czas temu, kiedy powiedziało się, że oglądało się w dzieciństwie Pokemony, to znajomi wybuchali śmiechem. Owszem, mało kto pamięta, że oglądała to większość i tak sama ilość grała, albo na GameBoy’ach, albo w kapsle wyłowione z chrupek i chipsów. Przyznam się, że jedyna uwaga, jaką miałam w dzienniku przez wszystkie lata szkoły podstawowej i gimnazjum była właśnie za granie w Pokemony na języku angielskim. Na szczęście nie były to kapsle, tylko GameBoy, ale zawsze. Lubie gry komputerowe, więc i ta nie umknęła mojej uwadze. Zapewne teraz ci sami (wtedy młodzi ludzie), powiększeni o grupę małolatów pasożytują na serwerach. Niestety, niedługo pasożytowanie się skończy na dobre.

Na tę chwilę gra Pokemon jest za darmo. Jak to bywa na świecie — daj paluszek, a późnej…

Tak samo jest w branży IT. Daje się ludziom aplikacje za darmo, przyzwyczaja do niej, a później… chce się za nią kasy. Nic dziwnego, że model ten będą stosować także Pokemony. Na szczęście nie chodzi wcale o kupowanie aplikacji ani płacenie abonamentów. Wprowadzone zostaną reklamy. Oczywiście, na słowo reklamy każdy reaguje negatywnie, ale… te wprowadzone do Pokemon Go mają dawać graczom bonusy. Na tę chwilę firma zarabia na gadżetach w grze. Mikrotransakcje przynoszą twórcom gry ponad milion dolarów dziennie. Biznes na przedmiotach w grze to nie mały interes. Wykupienie bonusów tylko nieznacznie ułatwia rozgrywkę i nie zwalnia gracza z konieczności samodzielnego ruszenia czterech liter z domu. Nie chodzi tylko o samych gr graczy. Właściciele punktów usługowych także mogą wykupić w grze przedmiot, który zwabi do ich sklepu Pokemony. Właściciel musi mieć jednak dużo szczęścia i w jego okolicy znajdować się musi PokeStop.

W sieci krążą plotki, jakoby mają pojawić się specjalne sponsorowane lokacje.

Właściciele biznesów będą płacić Niantic za każdego gracza, którego uda się ściągnąć do wskazanego przez zainteresowaną stronę miejsca. Tak działało to w Ingress. Może okazać się też, że świat realny mocniej splecie się z grą. Wyobrażacie sobie sytuacje, gdzie Pokemony będzie leczyć się w szpitalu, a walki obywać się będą tam, gdzie znajdują się stadiony. W lokalizacji gdzie są sklepy spożywcze, w grze mogą być łakocie dla Pokemonów. Prawda jest taka, że połączenie gry Pokemon i mocniej rozszerzonej rzeczywistości byłoby strzałem w dziesiątkę. Oby tylko Pokemony nie zmieniły się w grę pay2win, bo takie marnie kończą.

BS
Bernard to redaktor naczelny SpeedTest.pl. Jest analitykiem i pasjonatem gier. Studiował na Politechnice Wrocławskiej informatykę i zarządzanie. Lubi szybkie samochody, podróże do egzotycznych krajów oraz dobre książki z kategorii fantastyka.