Zjawisko to mnoży się jak „pieczarki naściennie” po deszczu przy przeciekającym dachu. Mamy XXI wiek, budujemy rozkładane smartfony, latamy w kosmos i myślimy o podróżach w czasie. Jest jednak grupa ludzi, która dalej wierzy w płaską ziemię, życie bez szczepionek i stacje 5G zabijające gołębie. To jeszcze nie koniec.

Nie zdziwiłoby mnie, gdyby takie rzeczy opowiadali nasi dziadkowie, albo ludzie plemienni. Takie wnioski i teorie wysnuwają osobniki w cywilizowanej i wykształconej części świata. Co ciekawsze, takie soczyste newsy niosą się po Facebooku bardzo dobrze. Jest to maszyna, której nie jestem w stanie ogarnąć percecją, a co dopiero zakrzymać.

Wszystko ma zawsze swój finał i czarka przelała się tym razem.

Po całej fali informacji na temat ruchów antyszczepionkowych, jakie odbywają się codziennie na różnego rodzaju formach, w Waszyngtonie pojawiły się przypadki zachorowań na odrę. Są to informacje podane na portalu Bloomberg. Sprawa jest chyba tak poważnie traktowana, że przedstawiciel Izby Reprezentantów,  Adam Schiff, napisał w tej sprawie do dwóch największych graczy na rynku jeżeli chodzi o komunikację bezpośrednią teraz: Google i Facebooka. „Wzywał firmy, by zrobiły co w ich mocy w walce z zalewającą internet informacjami o rzekomej szkodliwości szczepionek. Stawka jest za wysoka, żeby patrzeć tylko na statystyki klikalności i ignorować treści promowanych postów. Chodzi o zdrowie i życie ludzie, także tych najmłodszych.

Facebook nie skopał problemu pod dywan, a przynajmniej zrobił dobrą minę, do złej gry.

Powiadomił oficjalnie, że postara przyjrzeć się problemowi. Co więcej, jest już pewne rozwiązanie, które będzie być może zastosowane. Możliwe też, że Facebook zapewne wpuści na rynek IT rozwiązanie, które już teraz jest w becie do walki z fake newsami. Porównanie postów Grupy Antyszczepionkowej do Fake News jest nad wyraz adekwatne. Sam bym tego lepiej nie ujął. Są też zwolennicy wolności słowa, którzy taki zabieg uważają za totalitaryzm i ograniczenie dostępu do informacji. Szkoda tylko, że ta czcza gadka może doprowadzić do epidemii na ogromną skalę. I zrobimy sobie to na własne życzenie. Co więcej, blokowaniem postów na FB nie sprawimy, że Ruch Zniknie, ale może osłabi się jego promień działania. Jeżeli utnie się ptaszkowi jedno skrzydełko, to prędzej czy później wyląduje na ziemi: z mniej lub bardziej opłakanym skutkiem.

Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że Facebook to nadal dla wielu osób główne źródło informacji.

Ja postarałem się w ciągu kilku dni poczyścić go. Wywaliłem fanepage, grupy, których jak się okazało nigdy nie lajkowałem (a miałem je na liście). Co ciekawe, robił to portal w moim imieniu. Później wyświetlały mi się informacje, które pewnie normalnie nie trafiłyby przed moje oczy. Własnie takie narzędzie jest świetnie do rozpowszechniania kłamstwa i idea spiskowych. Jednakże, zawsze w grupach ludzi, którzy to będą oglądać znajdą się tacy, co będą wierzyć we wróżki i starego dziadka przynoszącego prezenty na latających reniferach. Takie miejsce jak Facebook, pozwala im się szybko zebrać. Prawda jest taka, że mentalność ludzi się nie zmieniła nigdy. Facebook to narzędzie, gdzie świetnie jest ona prezentowana i jeszcze są „pamiątki” tej głupoty. Kiedyś takie barany siadały pod trzepakiem i truły tyłek. Teraz wypisują na portalach społecznościowych swojego genialne przemyślenia. Ludzie Ci skończyli Wyższą Szkołę Mniemanologii Stosowej na kierunki Anatomii Pingwinów w Epoce Etrusków. Skutki mogą być opłakane. Jednakże, machina już ruszyła. Teraz, naprawdę ciężko będzie ją zatrzymać.

BS
Bernard to redaktor naczelny SpeedTest.pl. Jest analitykiem i pasjonatem gier. Studiował na Politechnice Wrocławskiej informatykę i zarządzanie. Lubi szybkie samochody, podróże do egzotycznych krajów oraz dobre książki z kategorii fantastyka.