Internet jest takim miejscem, gdzie znaleźć możemy różnorodne treści.

Z założenia, powinien być źródłem wiedzy, ale nie zawsze tak jest. Coraz częściej w sieci natknąć możemy się na treści niepożądane lub wręcz obsceniczne. Taka jest specyfika tego medium. Każdy może wrzucić do niego wszystko, na co ma ochotę. Nie jest to tak, że nie ma tego w ogóle, albo jest w niewielkiej tylko ilości.

Okazuje się jednak, że nawet nie zdajemy sobie sprawy, na ile jesteśmy mimo wszystko chronieni.

Tak naprawdę przed nasze oczy trafia niewielka część tego, co dostępne jest w sieci. Wiem, że ciężko jest to sobie wyobrazić, ale wbrew pozorom nigdy w życiu nie będziemy w stanie przejrzeć całej zawartości Internetu. Pamiętajmy też,  że natury sami, bez specjalnego zaangażowania nie trafimy z tę najbardziej odległą i nielegalną część Internetu. Wtajemniczeni nazywają tę część sieci dark lub deep web.

Jakiś czas temu w sieci zaczęło się mówić o tej części Internetu.

Niejeden bloger, czy dziennikarz rozpisywał się o tej dość precedensowej sprawie. Wszystko za sprawą pozwu sądowego założonego firmie Microsoft przez jej pracowników. To właśnie ta sprawa zainspirowała mnie do napisania referatu na temat ludzi, o których mało kto z nas wie i nawet nie zdajemy sobie sprawy, że dzięki nim nasze dzieci śpią spokojnie, a także o wykonywanej przez nich na co dzień pracy. Zadania, jakie są przed nimi stawiane wcale nie są przyjemnością. Może wręcz okazać się, że praca w korporacji takiej jak Google, Facebook, czy Twitter przyprawi nas o Zespół Stresu Pourazowego lub inne schorzenie o podłożu psychologiczno-psychicznym. W końcu na świecie musi być ktoś, kto zajmuje się wyszukiwaniem w sieci materiałów, które nie powinny się tam znaleźć. Samo się to jak na razie nie zrobi. Grupa takich ludzi nazywa się  Online Safety Team.

[vlikebox]

Rodzaje zagrożeń w sieci

Internet nie jest bezpiecznym miejscem, szczególnie nie dla dziecka. Prawda jest też taka, że większość dorosłych ludzi, całkowicie zdrowych na umyśle, z odpowiednią dozą empatii i bez upośledzeń socjopatycznych miała by problem z normalnych funkcjonowaniem po obejrzeniu kilku obscenicznych materiałów, jakie można znaleźć w sieci. Nic dziwnego. Pomyślmy o tym, że najmłodsi znoszą to jeszcze gorzej niż my. Zawsze byłem zwolennikiem dozorowania serfowania po sieci osobom niepełnoletnim. Z dnia na dzień Internet staje się coraz bardziej brutalny. Wirusy i hackerzy to najprzyjemniejsze, na co możemy się natknąć. Nie mam na myśli tego, że są pożądani. Chodzi o to, że w sieci natknąć możemy się na takie informacje, sceny, obrazy, które pozostawią w naszej psychice dziurę do końca życia. Myślę, że żaden włam hackerski nie jest tak brutalny w skutkach dla naszej podświadomości. W sieci krąży dużo więcej materiałów, do których nawet dorośli nie chcą mieć wglądu, a co dopiero osoby małoletnie. Postaram się jednak na początek scharakteryzować kilka z najważniejszych zagrożeń, na jakie możemy natchnąć się serfując nie rozważnie. Chce, abyście mieli ogólnie pojęcie, co może się stać, gdy na zbyt wiele pozwolimy sobie w wirtualnym świecie i rozgraniczyć we własnej świadomości, co bardziej szkodzi człowiekowi personalnie.

CSAM

Są to materiały seksualne przedstawiający wykorzystywanie osoby lub osób małoletnich. Szczególnym przypadkiem są materiały zbierane przez pedofilów, którzy gromadzą i rozprowadzającą treści z udziałem nieletnich. To właśnie dzięki anonimowości bardzo trudno takie osoby namierzyć w sieci. Internet daje im możliwość stworzenia zupełnie wirtualnej osobowości, totalnie niezgadzającej się z prawdziwymi danymi. Wielokrotonie, organy ścigania spotkały się z pedofilami podszywającymi się pod rówieśników, albo pod autorytety młodzieży. Internet sprawia, że dzieci są bardziej otwarte i ufne, bo myślą, że w domu, przez ekranem monitora niż im nie grozi. Nic bardziej mylnego.

Stalking

Jest to inaczej uporczywe nękanie. Polega ono mniej więcej, na celowym, uporczywym i długotrwałym działaniu skierowanym przeciwko danej osobie, którego celem jest upokorzenie i dezorganizacja jej życia. Wraz z powstaniem i rozpowszechnieniem sieci internetowej słowo prywatność zostało mocno nadszarpnięte, jak nie całkowicie zdeptane. Ludzie na co dzień obdzierają się z intymności i wrzucają całość swojego życia na portale społecznościowe. Prawda jest jednak taka, że nie każdy chce w takim precedensie uczestniczyć, ponieważ takie informacje mogą posłużyć stalkerom i innym cyberprzestępcom. Szczególnie przydać mogą się nasze zdjęcia, zwłaszcza, jeżeli ktoś chce zaszkodzić naszemu wizerunkowi. Przydatne mogą być też lokalizacje. Dzięki temu stalker wie gdzie i w jakich godzinach przebywamy.

[vlikebox]

Treści nieodpowiednie dla małoletnich

W sieci co chwile można natchnąć się na strony, fora, czy grupy oznaczone jako 18+. Są to przeważnie serwisy o charakterze pornograficznym, ale nie zawsze. Nie na darmo pojawiają się takie oznaczenia. Dzieci nie powinny stykać się z obrazami i treściami adresowanymi do osób dorosłych, Może to wywołać poważne zmiany w psychice, a co za tym idzie problemy rozwojowe i psychospołeczne. Okazuje się jednak, że umieszczanie etykiet informujących o charakterze strony bardziej zachęca, niż odstrasza.

Bezpieczeństwo danych w sieci

Jest to może mało związany z obscenicznymi treściami temat, ale niejako wiąże się z nim. W końcu, nie raz nie dwa, to wyciek danych doprowadza do porwań. Dane potrafią wyciekać także ze stron pornograficznych. Chmura robi na świecie ogromną karierę, jednak trzymanie w niej danych wrażliwych, to misja samobójcza. Osobiście, nie jestem aż takim asem, aby się na to zdecydować. W firmie, gdzie pracuje, jeden z klientów, który chce u nas dzierżawić serwery zażyczył sobie, aby kolokacja spełniała wszystkie normy Unijne, a dane nie migrowały poza nasz kontynent. Jak pokazuje przykład wycieku danych z iClouda, który miał miejsce dwa lata temu, nawet świetnym firmom zdarzają się problemy z bezpieczeństwem.

Fałszywe witryny 

Jest to jeden ze sposobów na wyłudzenie danych użytkownika. I muszę przyznać, ze mimo upływu lat i dużej ilości kampanii internetowych, sposób ten nadal jest skuteczny. Ludzie co rusz nabierają się na super, ekstra konkursy, gdzie to nie trzeba nic robić, aby się dorobić. Zagadnienie takie określane jest mianem pharmingu, czyli podszywania się pod wrażliwą z perspektywy bezpieczeństwa witrynę, lub phishingu, czyli po prostu wyłudzenia danych. Podszywać można się praktycznie pod wszystko, na co mamy ochotę: strony z konkursami, strony banków, poczty. Ostatnio modna nawet była hackerska wersja YouTube i Torrenty.org. Pharming wykorzystuje techniki oszukiwania systemów DNS, czyli adresów rozpoznawania nazw w sieci. To te serwery tłumaczą nam nazwy domenowe, jakich używamy na co dzień, na numery IP zrozumiałe dla komputerów. Następnie ruch kierowany jest na fałszywe witryny. Jest to o tyle niebezpieczne, że niektóre strony potrafią do złudzenia przypominać oryginały.

Wykradanie danych osobowych

Zagrożenie to znane jest nie od dziś. Kiedyś kradło się dowody osobiste, teraz wszystko załatwia się przez internet. Celem złodziei są numery kont, dowodów osobistych, hasła, adresy zamieszkania, numery telefonów, czy numery kart kredytowych. Wszystko jest w cenie na czarnym rynku. Dodatkowo, okazuje się, że takie dane można spieniężyć i kosztują sporo.

Ciemna Strona Internetu

Zagrożeń w sieci jest o wiele więcej i mamy to szczęście, że nie jesteśmy w stanie na nie natrafić. To, z czym spotykamy się na co dzień, to kropla w morzu w porównaniu do tego, co siedzi w odmętach Internetu. Mam tutaj na myśli część sieci, która nazwana została deep web. Jest to sieć WWW z treściami niedostępnymi w trakcie korzystania z tak zwanego “zwykłego internetu”. Treści takie zostają ukryte na dynamicznie zmieniających się stronach. Nie są one indeksowane przez żadne wyszukiwarki i w taki sposób ich nie znajdziemy. Strony deep web są dla tradycyjnych wyszukiwarek niewidoczne. Istnieje podejrzenie i moim zdaniem słuszne, że deep web jest o wiele większy i zasobniejszy pod kątem treści od zwykłego internetu. Istnieją nawet badania na ten temat, które pokazują, że na Deep Web składa się około 7,5 petbajtów danych, co daje 300 tys, nieindeksowanych stron internetowych w całej sieci. 14 tys. stron należy do rosyjskiej części deep web. Deep web nazywany jest także darknetem. Połączenie w tej sieci odbywa się pomiędzy zaufanymi maszynami, za pomocą protokołu F2F, czyli anonimowej sieci P2P (Możliwe jest użycie haseł lub podpisów cyfrowych przy uwierzytelnianiu). Wszelkiego rodzaju operacje są anonimowe. Dodatkowo, userzy tej sieci mogę komunikować się bez obawy o podgląd logów.

[vlikebox]

Do korzystania z deep web potrzebne jest w zasadzie tylko jedno narzędzie.

Używa się do tego aplikacji Tor Browser. Binarka jest dostępna na każdy system operacyjny. Bez problemu zainstalujemy są na Windows, Linux czy OS X. Sieć Tor wykorzystuje tak zwaną komunikację cebulkową. Właśnie dzięki takiemu podejściu zapewnia niesamowicie wysoki poziom anonimowości. Jak to jednak bywa w takich przypadkach, spodziewać możemy się przestojów i opóźnień spowodowanych narzutem. Wejście do deep web bez uruchomionego Tora jest niemożliwe. Kiedy już zainstalujemy aplikację, wchodzimy na dowolną stronę w domenie .onion. Nie istnieje też żadna dobra wyszukiwarka, która indeksowałaby sieć cebulkową. Większość tego typu narzędzi to zwykłe katalogi z linkami do stron w domenie .onion. Obrończy darknetu mówią, że nie jest on siecią przestępczą, tylko przez przestępców wykorzystywaną. Dla mnie nie ma różnicy. Może i w darknecie są strony o legalnych treściach, ale takie miejsce stwarza okazje przestępcom do przemycania i niemonitorowania tych nielegalnych.

Kim są Online Safety Team?

Treści, które znajdziecie choćby na darknecie, ale także czasami w zwykłym internecie mogą mieć charakter nie tylko niedozwolony, ale i obsceniczny. Nie wszystkie materiały są zatem pożądane. Dodatkowo, jest grupa ludzi, która pilnuje, abyśmy na takie treści nie natrafiali, ale mało kto o tym wie. O Online Safety Team zrobiło się głośno, kiedy dwóch pracowników tej grupy założyło firmie Microsoft sprawę sądową, za warunki pracy. Mało kto z nas wie, że wystarczy wejść odrobinę głębiej w sieć, aby trafić na materiały, które mogą rozsadzić naszą psychikę od środka. Pracownicy grupy Online Safety Team na co dzień wyszukują takie treści w sieci i starają się, aby zniknęły z Internetu. Taka praca wymaga końskiego zdrowia, nie tylko fizycznego. Każdy normalny człowiek, po jednorazowym kontakcie z takimi materiałami, miałby co najmniej koszmary, a ci ludzie stykają się z nimi na co dzień. Na dodatek, według pracowników firmy Microsoft firma nie zapewniła im należytych warunków pracy.

Czym jest Zespół Stresu Pourazowego?

Zespół Stresu Pourazowego stwierdza się o osób, które były świadkami, lub przeżyły jakieś traumatyczne wydarzenie. Jest to ciężkie do zdiagnozowania schorzenie. Doświadczenie, które miały miejsce rodzą wspomnienia, które przyczyniają się do nawracania sytuacji. Mogą to być ofiary gwałtu, napadu, wojny, zdarzenia noszące znamiona przemocy seksualnej, albo tortur, lub też porwania. Zespół Stresu Pourazowego dotyczy także osób, które są świadkami takich zdarzeń.  Jak jednak wynika z badań, najbardziej zagrożeni pojawieniem się stresu pourazowego są przede wszystkim żołnierze uczestniczący w misjach wojskowych. Po powrocie z frontu większość z nich wymaga długotrwałej opieki psychiatrycznej i psychologicznej. Z medycznego punktu widzenia wyróżnia się trzy grupy stresu pourazowego: wspomnienia i koszmary senne, unikanie miejsce związanych z traumatycznym wydarzeniem oraz przewlekłe objawy fizyczne, jak omdlenia, problemy ze snem, agresja itp. Często temu schorzeniu towarzyszy depresja i nadużycie substancji psychotycznych. Niektóre osoby z PTSD mogą mieć za sobą nieudane próby samobójcze.

Pracownicy pozwali Microsoft za złe warunki pracy

Pracownicy firmy Microsoft, którzy zajmowali się czyszczeniem Darknetu z obscenicznych treści zaskarżyli swojego pracodawcę w powodu nieodpowiednich warunków pracy. Treści, które wynajdują pracownicy Online Safety Team są rozpowszechniane za pomocą zaszyfrowanych forów dyskusyjnych z losowymi linkami. Dlatego tak trudno je odnaleźć. Każdy człowiek, przy zdrowych zmysłach, bez odchyłów socjopatycznych po kontakcie z takimi treściami miałby koszmary. Pracownicy Microsoft stwierdzili, że praca z takimi treściami zniszczyła ich zdrowie psychiczne i życie rodzinne. Przez nieodpowiednie warunki pracy doszło u nich do zespołu stresu pourazowego.

[vlikebox]

Jak działa grupa dyżurnet.pl od NASK?

Dyżurnet.pl jest grupą typu Online Safety Team na terenie naszego kraju. Działają na rzecz bezpiecznego Internetu. To właśnie oni reagują na nielegalne i szkodliwe treści w sieci, które skierowane są przede wszystkim w stronę dzieci i młodzieży. Grupa działa już od dziesięciu lat. Jest to jedyny taki zespół w Polsce, co jest niestety smutną prawdą. Z jednej strony jestem takim obrotem sprawy oburzony, ale z drugiej strony, praca ta wymaga naprawdę końskiego zdrowia psychicznego, więc nie dziwota, że mało kto chce się jej podjąć. Dyżurnet.pl przyjmują zgłoszenia związanie z niebezpiecznymi treściami, które zagrażają najmłodszym użytkownikom sieci. Skupiają się przede wszystkim na treściach podchodzących pod CSAM (child sexual abuse material). Okazuje się, że działania grupy są niesamowicie potrzebne. W zeszłym roku pracownicy Dyżurnet.pl zarejestrowali aż 13 tys. zgłoszeń zawierających obsceniczne treści. Jest to naprawdę pokaźna liczba. Pomyśleć, ile młodych ludzi mogło się na takie treści natknąć, a ile to zrobiło. Z danych grupy wynika, że przez około dziesięć lat swojej działalności przyjęli 58 tys. zgłoszeń od użytkowników sieci.

Czytając te statystyki czuje się, jak na jakimś przesłuchaniu w FBI.

Nie jest to jednak film kryminalny, tylko rzeczywistość. Większość rodziców nawet nie chce zdawać sobie sprawy, co grozi im dzieciom w trakcie korzystania z Internetu. Dzieci są bardzo ciekawskie i potrafią znaleźć takie fora, strony czy grupy, do których nam nie chciałoby się zaglądać z braku czasu na klikanie. Nie zawsze ta ciekawość zostaje nagrodzona tak, jakbyśmy oczekiwali. Pamiętajmy też, że działalność grupy Dyżurnet.pl nie ogranicza się do samego przyjmowania zgłoszeń. Pracownicy pomagają obscenicznych treściom zniknąć z sieci. Dzięki ich interwencji około 70% materiałów prezentujących obsceniczne,  seksualne treści zniknęło z Internetu. Grupa współpracuje z Policją i innymi organami ścigania. Jak mówią sami pracownicy Dyżurnynet.pl, analiza zgłoszeń pozwala także na śledzenie nowych trendów w sieci, a także analizowanie niepokojących zjawisk. Wiedza o nich pozwala coraz szybciej reagować na zagrożenia.

BS
Bernard to redaktor naczelny SpeedTest.pl. Jest analitykiem i pasjonatem gier. Studiował na Politechnice Wrocławskiej informatykę i zarządzanie. Lubi szybkie samochody, podróże do egzotycznych krajów oraz dobre książki z kategorii fantastyka.