Nie będzie kłamstwem, jeżeli powiem, że najpopularniejsze usługi w sieci to takie, za które nie musimy płacić lub wydaje nam się, że są one całkowicie darmowe.

W przypadku takich serwisów, jak choćby YouTube, czy poczta Google, nie wydajemy ani jednego grosza. Firmy mają swój model biznesowy i plan, na czym i jak zarabiać. Niby zarobione pieniądze nie pochodzą z kieszeni użytkownika, ale jest to tylko pozorne wrażenie. Oglądamy reklamy i w ten sposób płacimy za usługę. Jest jednak wiele serwisów, w których żaden z modeli biznesowych nie chce się nie sprawdzić i szefostwo nie ma wyraźnego planu na rozwój. O sukcesie serwisu nie mówimy przecież wtedy, gdy zaglądają na niego miliony userów dziennie, ale wtedy kiedy te miliony użytkowników przekładają się na przychody dla właściciela usługi. Mówi się przecież, że za darmo to i ksiądz się nie modli, więc dlaczego usługi dostępne w sieci miałyby być darmowe?

Oczywiście, od lat krąży takowa legenda, jak piękna i wzniosła idea FreeSoftware i OpenSource.

Oprogramowanie to nie jest jednak całkowicie darmowe, jak członkowie całego stowarzyszenia raczą je promować. Aplikacje utrzymują się z datków. To, że nie wymusza się od nas zapłaty za usługę, nie znaczy, że jej funkcjonowanie jest oparte na stuprocentowym wolontariacie. Tak zaczyna być także z serwisami w sieci. Po paru latach intensywnego działania ich na rynku IT zaczyna zaglądać się do bilansu. Robią to przede wszystkim inwestorzy. Nie ma co się dziwić. Jeżeli serwis ma miliony odsłon dziennie, a nie ma z tego dochodu, to trzymanie tego w sieci dla wzniosłej idea nie ma absolutnie sensu. Jeżeli potencjał mierzony jest tylko i wyłącznie przez zainteresowanie internautów, to może okazać się, że zaczną się niemałe schody. Kilka popularnych serwisów internetowych i aplikacji miało takie problemy.

Każdy z Was na pewno kojarzy serwis SoundCloud.

To taki portal w sieci do składowania muzyki, sampli, własnych kompozycji, czy też podcastów. Dzięki niemu możemy dzielić się ze światem swoimi samplami i kompozycjami, oraz tworzyć własną muzykę. Jeżeli mamy jakieś znajomych artystów, to możemy bez problemu śledzić ich poczynania i karierę. Sami twórcy SoundCloud określają swój serwis jako: “Więcej hip-hopu. Więcej rocka. Więcej elektroniki. Więcej klasyki. Więcej house’u, jazzu i audiobooków.Gdziekolwiek jesteś. Cokolwiek robisz. Aplikacja SoundCloud pozwala Ci usłyszeć więcej.”. Społeczność powstała w 2007 roku. Portal ma na celu nie tylko możliwość prezentacji własnych utworów  co jest oczywiste, ale też umożliwia dyskusję na ich temat. W lipcu 2013 roku SoundCloud posiadało 40 milionów zarejestrowanych użytkowników oraz 200 milionów słuchaczy.

Jest to fajna, przystępna baza muzyki.

Mam kolegę, który za jego pomocą wysyła mi swoją twórczość. SoundCloud w liczbach wygląda naprawdę fajnie. Serwis cieszy się ogromnym zainteresowaniem internautów i na tę chwilę konta posiada w nim 175 milionów użytkowników. Do tej pory znalazła się tam aż 135 milionów plików muzycznych. Gdybyśmy patrzyli tylko i wyłącznie na takie statystyki, to naprawdę jest czego gratulować. Okazuje się jednak, że aplikacja wcale nie zaliczyła żadnego wielkiego sukcesu. W przypadku SoundCloud nie wypalił ani jeden ze znanych modeli biznesowych. Jest to naprawdę duży problem. Na tę chwilę trzeba znaleźć kolejnych inwestorów do sfinansowania serwisu. Kto jednak będzie chciał wkładać pieniądze w biznes, który nie rokuje? Też bym się, w coś takiego nie pchał. Rozwiązaniem jest także sprzedaż serwisu, ale może się okazać, że nie jest to wcale takie łatwe.

[vlikebox]

Kolejną firmą, która ma problem z modelem biznesowym jest Dropbox.

Dropbox to usługa polegająca na udostępnianiu przestrzeni dyskowej dla użytkowników. Wysyłanie, przeglądanie i pobieranie danych jest możliwe poprzez zwykłą przeglądarkę lub dedykowaną aplikację zainstalowaną na komputerze bądź urządzeniu mobilnym. W wersji darmowej dostajemy aż 2 GB miejsca na serwerach dla siebie. Oczywiście, powiększenie przestrzeni wymaga opłaty. Okazuje się jednak, że dodatkowe miejsce na nasze zdjęcia możemy uzyskać także w inny sposób. Jednym z rozwiązań jest zapraszanie kolejnych użytkowników. To pewnie był gwóźdź do trumny tego serwisu. Zapraszając nowych użytkowników można zwiększyć przestrzeń dyskową maksymalnie o 16 GB.

Zapewne nawet nie spodziewaliście się, że Dropbox’a też dotykają problemy z modelem biznesowym.

W ich przypadku sprawa wygląda nieco inaczej. Dropbox na start daje tak wiele, dla swoich userów, że okazuje się, iż ledwo udaje im się zarobić na dodatkowo płatnych usługach. Jest to bardzo dziwne, ponieważ Dropbox był w pewnym momencie ładnie wyceniany. Wartość tego serwisu była szacowana na 10 milionów dolarów. Jest to bardzo pokaźna kwota pieniędzy. Przykre jest, że 400 milionów użytkowników nie przekłada się na pokaźne zyski. Aktualnie Dropbox zarabia na firmach, które płacą abonament za korzystanie z tego serwisu. Nie jest ich jednak za wiele, ponieważ tylko 150 tysięcy przedsiębiorców zdecydowało się na korzystanie z tej właśnie chmury. Resztę rynku opanowali Google oraz Microsoft, którzy są bardziej atrakcyjni dla klientów biznesowych.

Takich serwisów i aplikacji jest o wiele więcej, a należy do nich też Evernote.

Evernote potknął się tak samo, jak Dropbox. Okazuje się, że usługa oferuje wiele za darmo, a mało kto jest zainteresowany jej zakupem. Aplikacja do robienia notatek to także nie coś, za co chcielibyśmy płacić, mimo że koszty nie są wysokie. Managerzy myśleli, że model w którym “dajemy dużo za darmo, a jak się spodoba to dostaniesz więcej za drobną opłatą” się sprawdzi, ale się przeliczyli. Popełnili oni także jeden z największych błędów developersko-managerskich. Zaczęli w pewnym momencie budować nowe rozwiązania, a to pierwotne dalej nie było dopracowane. To takie chwytanie kilku srok za ogon. Różnica między Dropboxem, a Evernote jest jednak taka, że ta druga aplikacja nie dorobiła się tak bogatej konkurencji.

Usługi, o których napisałem, to naprawdę fajne rozwiązania.

Z technicznego punktu widzenia, są to bardzo chwalone oraz polecane przez specjalistów rozwiązania. Niestety zawiodło tutaj zarządzanie projektem. Nie wiem, czy były to bralo w kadrze od marketingu, czy może tradycyjne modele biznesowe nie nadają się dla naszego rynku IT. Można gdybać. Nie możemy jednak w przypadku wymienionych serwisów mówić o sukcesie. To tak, jakby napisać, że do nowo otwartego butiku w dzień uruchomienia sprzedaży przyszło aż 10 000 klientów, ale nikt nic nie kupił. Niby zainteresowanie jest, ale zysków żadnych, a nikt nie chce dokładać do biznesu — to zrozumiałe. Model biznesowy, w którym dajemy dużo za darmo, jest lubiany przez użytkowników, ale absolutnie nie pozwala serwisowi zarobić na siebie. Oczywiście internauci mocno przyzwyczaili się do tego, że usługi w sieci potrafią być darmowe. Niestety wszyscy będziemy musieli się od tego odzwyczaić. W czasach teraźniejszego internetu to się nie sprawdzi i wygląda na to, że czas modelu biznesowego nazwanego freemium niedługo się skończy. Jest to smutne, ale nieuniknione.

[vlikebox]

BS
Bernard to redaktor naczelny SpeedTest.pl. Jest analitykiem i pasjonatem gier. Studiował na Politechnice Wrocławskiej informatykę i zarządzanie. Lubi szybkie samochody, podróże do egzotycznych krajów oraz dobre książki z kategorii fantastyka.