Gdybym chciał dokładnie określić, od jakiego czasu jestem fanem serii Pokemon, to liczenie zajęłoby mi chwilę czasu. Mam wrażenie, że anime i cały związany z tym ekosystem towarzyszy mi od zawsze. Nie mam tak mocnego sentymentu do żadnej ze sztampowych bajek, jak Gumisie, Smerfy, czy Bolek i Lolek. Owszem, fajnie, że leciały na Dobranockę codziennie, ale to japońska seria Pokemon odznaczyła się w moim dziecięcym sercu tak mocno, że przyswajam kolejne odcinki z niepisaną radością do dziś.

Zdaje sobie sprawę, że w dzisiejszym pędzącym i „poważnym na pokaz” świecie nie jest normalne, że dorośli ludzie sympatyzują z filmami animowanymi. Muszę jednak przyznać z niemałą euforią, że w świecie IT patrzy się na to trochę bardziej przychylnym okiem. Tak więc granie w Pokemony i oglądanie anime z ich udziałem jeszcze nie czyni z nas – informatyków dziwaków. Przynajmniej nie w towarzystwie współpracowników. W końcu najwięcej nerdów i geeków ma właśnie ta grupa zawodowa. Nic więc dziwnego, że gdy tylko dowiedziałem się o nowej produkcji z Ryanem Reynoldsem w roli tytułowej, zakasałem rękawy do oglądania. Co więcej, specjalnie nie wpoiłem żadnych trailerów, aby mieć większe zdziwienie w trakcie oglądania. Tak się ułożyło, że dużą ilość seansów puścili w Dzień Dziecka, więc nie mogłem sobie tego darować. Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie wziąć sobie swojej latorośli dla niepoznaki, ale jak się okazało, prowizorki nie były absolutnie potrzebne.

Postaram się napisać recenzję bez większych spoilerów, aby nie strzelić komuś w mentalną twarz, jak jeszcze nie oglądał filmu.

Zacznijmy może od tego, że wersji filmowych Detektywa Pikachu jest wiele: 2D, 3D, z napisami, z dubbingiem. Trudno się z początku zdecydować. Ja wybrałem opcję: 2D z napisami. Od kina trójwymiarowego bolałaby mnie później tak głowa, że pewnie z tydzień nie wychodziłbym z łóżka. Z natury, kiedy idę na bajki, kuszę się na dubbing (Shrek rządzi!!!!), ale nie mogłem powstrzymać się przed wciągnięciem tej historii z naturalnym głosem Ryana Reynoldsa. Bałem się, że nasi rodacy zrobią z dubbingu sieczkę nie do zniesienia i rozwali mi to film w stu procentach. Są bajki, w których polski dubbing nie ma sobie równych, jak wzmiankowany „Shrek”, czy „Epoka Lodowcowa”. Są też takie produkcje, jak seria „Harry Potter”, gdzie przy naszym rodowym głosie ma ochotę sobie żyły poharatać.

Jak to się w ogóle stało, że film „Pokemon. Detektyw Pikachu” trafił do produkcji?

Zacznijmy może od tego, że są osoby, które nawet nie zdają sobie sprawy, co było inspiracją do powstania filmu o Detektywie Pikachu. Wszystko zaczęło się od wzmiankowanego wyżej tytułu na konsoli 3DS (to taki gadżet przenośny od Nintendo, zanim na rynku pojawił się Switch). Jest to gierka przygodowa osadzona w uniwersum Pokemon. Głównymi bohaterami są śledczy Pokemon Pikachu, który mówi ludzkim głosem i młody chłopak Tim. Gra ukazała się w 2016 roku, czyli troszkę czasu temu. Okazuje, że nawet fani serii Pokemon nie bardzo ją kojarzą. Była jednak niemałym hitem i to właśnie ona zapoczątkowała produkcje nowego pokemonowego filmu.

pokemon, pikachu, detektyw, film

Na początku gra była dostępna tylko i wyłącznie w japońskim eShop.

Wersja zachodnia została wzbogacona o kolejne zagadki i scenariusze. Ciekawe jest to, że film został dość mocno oparty właśnie na tej grze. Głównymi bohaterami „Detektyw Pikachu” Film także są Tim i najpopularniejszy, myszaty Pokemon. Akcja rozgrywa się w Ryme City — mieście zbudowanym przez niepełnosprawnego giganta przemysłowego. W trakcie trwania filmu dowiadujemy się też, że akcja dzieje się 20 lat po zdarzeniach z „Pokemon – Film Pierwszy„. Najistotniejszą cechą tej aglomeracji jest to, iż ludzie i Pokemony żyją w niej na równym zasadach. Zakazane są walki Pokemon, nie ma trenerów. Cały system, który znamy z wszystkich serii z Ashem Ketchumem w roli głównej został sprowadzony do podziemi. Nie chciałbym streszczać całego scenariusza tej opowieści, ponieważ liczę się z tym, że jeszcze nie wszyscy oglądali film. Sam nie lubię spoilerów i nie chciałbym komuś jakiegoś zasunąć przez twarz. Skupię się zatem bardziej na kwestiach estetycznych filmu.

To, co urzekło mnie najbardziej, to faktura samych Pokemonów.

Zapewne każdy fan serii wyobrażał sobie nie raz, jak wyglądałyby urocze stworki w rzeczywistości, bez japońskiej kreski. Nie raz oglądałem jakie symulacje na fanowskich kanałach na YouTube. Muszę przyznać, że twórcom Detektywa Pikachu naprawdę świetnie to wyszło. Wielu recenzentów narzeka, że spodziewali się czegoś więcej. Ja oczekiwałem właśnie naturalizacji i dostałem to „na talerzu w dobrej restauracji”. Dodatkowym plusem było pojawienie się Pokemonów praktycznie z każdej generacji. Strasznie mnie zaskoczyło, że twórcy nie ograniczyli się tylko do regionu Kanto. Pojawienie się każdego kolejnego stworka rysowało zaskoczenie i uśmiech na mojej twarzy. Oczywiście, mógłbym się przyczepić, że nie było kilku rzeczy, o których marzyłem, ale po co? To była wizja twórców i się sprawdziła. Wierzę też, że nie wykorzystali wielu tematów, bo trzymają to jako materiał na kolejną cześć.

pokemon, pikachu, detektyw, film

Gdybym był dziennikarska marudą, jak koledzy po fachu napisałbym, że brakuje mi choćby Megaewolucji.

Ubolewałem też, że samo Eevee było słabo widoczne i nie pojawiły się wszystkie ewolucje tego genialnego i tajemniczego gatunku. Są to jednak moje personalne odczucia. Każdy z was może mieć je zupełnie inne, oglądając nagranie. Przeczytałem także recenzję, gdzie narzekano na wygląd Psyducka. Dla mnie, mappowanie tego Pokemona nie mogło być lepsze. Psyduck zawsze określany był jak zwyczajny, beznadziejny Pokemon. Taka nierzucająca się w oczy kaczka. Dokładnie tak wygląda to w filmie. Ma też swój „durnowaty” wyraz twarzy i świetnie zrobioną mimikę.

To, co zdziwiło mnie najbardziej, to widownia w kinie.

Okazało się, że martwiłem się, czy nie wyjdę na dziwaka, pojawiając się na bajce dla dzieci. Sala kinowa przepełniona była ludźmi w moim wieku. Ilość małych fanów była naprawdę znikoma. W sumie może to i dobrze. Scenariusz filmu jest mocno rozbudowany i myślę, że najmłodsi mogliby mieć problem z odbiorem. Co więcej, żarty są tak niewybredne, że wyraźnie dostosowane są do starszej widowni. Od samego początku uważałem, że pojawienie się takiej produkcji w kinach to uderzenie w sentyment pierwszych fanów serii Pokemon, którzy mają teraz w granicach 25-35 lat. Poszedłem więc na film z przeświadczeniem, że będzie on dla mnie miłym powrotem do czasów małoletnich. Myślę, że dzięki temu dużo zyskałem. Znajomi, którzy szukali wodotrysków i scenariusza godnego Oscara, zawiedli się. Prawda jest jednak taka, że Pokemon, nie są serią tego typu. Zawsze były delikatną opowieścią, którą oglądało się bez zbędnych przemyśleń.

pokemon, pikachu, detektyw, film

Czy warto obejrzeć „Pokemon. Detektyw Pikachu”?

Jeżeli jesteście fanami serii, to na pewno warto. Jest to fantastyczny powrót do czasów małoletnich. Możecie obejrzeć na ekranie filmową defiladę różnych gatunków Pokemon w środowisku ludzi i naturalistycznej fakturze. Sprawia to, że tytuł staje się nam o wiele bardziej bliski. Trochę żałuje, że nie zobaczyłem wersji 3D. Pewnie popłakałbym się ze szczęścia, jakby takie stworki biegały koło mnie jak żywe. Dorwałem się jednak do recenzji wersji 3D tego filmu przez portal 3dor2d. Napisano tam, że realizacja 3D jest naprawdę średnia i nie warto w nią inwestować. tego jest mi najbardziej szkoda. Rozumiem, że kino trójwymiarowe traci na popularności, ponieważ nie jest zbyt bezpieczne, ale myślę, że taki jeden film na rok, zrobiony naprawdę porządnie, mógłby rozczulić nie jednego fana. Osobom, które chcą mieć z filmu też przyjemność merytoryczną polecam obejrzenie filmu „Pokemon. Film Pierwszy” przez wybraniem się na Detektywa. Jeżeli oczywiście jeszcze tego nie zrobiliście. Co prawda, nie ma powiązań między filmami, ale wiele rzeczy jest o wiele jaśniejszych i czytelniejszych. Jeżeli jeszcze nie byliście na „Pokemon. Detektyw Pikachu” – kupujcie bilety. Oglądajcie produkcje, jakbyście byli dorosłymi dziećmi, a na pewno się nie zawiedziecie.

BS
Bernard to redaktor naczelny SpeedTest.pl. Jest analitykiem i pasjonatem gier. Studiował na Politechnice Wrocławskiej informatykę i zarządzanie. Lubi szybkie samochody, podróże do egzotycznych krajów oraz dobre książki z kategorii fantastyka.