Komputery, smartfony, telewizory i inne gadżety w pełni opanowały nasze życie. Są już wszędzie. Coraz bardziej normalnym staje się oglądanie ludzi w restauracji z nosem w swoich urządzeniach multimedialnych albo grających w gry nawet w tramwajach. Nie mam nic przeciwko nowinkom technicznym. Byłbym przecież wtedy hipokrytą. Technologia towarzyszy mi na co dzień. Sam z niej korzystam i to czasami aż zbyt wiele. Dążę jednak do tego, iż nadmierne wykorzystywanie tego typu gadżetów nie służy naszemu zdrowiu. Każdy z nas o tym wie, ale mało kto zdaje sobie sprawę, jak poważne mogą tego być konsekwencje.

Nie będę tutaj pisał o szkodliwości 5G i innych fal na nasze zdrowie, bo nie w tym rzecz. Ludzie strajkują o totalną głupotę, o której nie mają pojęcia (wiedza propagacyjno-telekomunikacyjna przeciętnego strajkującego jest równa zero). Są o wiele bardziej szkodliwe skutki przeginana z technologią. Smutne jest, że o tym pisze się mało, za to organizuje się pochody robiące nic niewarte burdy. Nie ma dowodów naukowych na szkodliwość 5G. Są za to dowody na cieśń nadgarstka, reumatoidalne zapalenie stawów, skrzywienia kręgosłupa, otyłość, depresje, psychozy, myśli samobójcze i tym podobne. Takie konsekwencje zadurzenia w technologii widzimy codziennie.

Sam mam już swoje lata i częste korzystanie z komputera dało mi się we znaki.

Inaczej nie wpadłbym na napisane dla Was takiego artykułu. Dzisiaj rano, robiąc codzienną gimnastykę i stretching, pomyślałem o tym, że większość moich czytelników leży teraz na kanapie i ogląda Netflixa, albo gra w jakieś MMO, czy coś w ten deseń. Dotarło do mnie, że za kilka lat, te osoby, będą miały problemy podobne do tych, z którymi użeram się ja oraz moi znajomi. Stąd zrodził się pomysł na ten esej, który mam nadzieję, że Wam się spodoba i przyda.

Jako dziecko sporo przesiadywałem przed komputerem.

W szkole średniej i na studiach nie specjalnie się to zmieniło. Uwielbiałem grać, jak większość moich rówieśników, którzy mieli sprzęt. Dużo też kodziłem, uczyłem się. Czas ten był bardzo owocny, bo dzięki temu dalej siedzę w IT. Brak higieny pracy przy komputerze i długie godziny nad nim spędzone dają się jednak we znaki po latach. Zaczęło się cztery lata temu od z pozoru błahej sprawy. Drętwiały mi ręce. Każdy pewnie powie, że to nic takiego. Pomasujesz taką rękę, pomachasz nią i przejdzie. Macie moi drodzy rację.

Tak było… ale tylko na początku.

Drętwienie robiło się coraz częstsze i bardziej uciążliwe. Zaczęło zdarzać się w nocy i wyrywało mnie ze snu. Masowanie i zwieszanie rąk przestało pomagać, a kucie zmieniło się w ból, jakby ktoś łamał mi kości. W punkcie kulminacyjnym trafiłem do szpitala, na neurologię. Ręce mi tak zdrętwiały, że zrobiły się sine i niemalże całkowicie straciłem czucie. Przerażona lekarka, która mnie przyjmowała, bała się, że trzeba będzie je amputować.

Na CITO zrobiono mi wszystkie badania, w tym elektromiogram.

Jest to badanie przepływu elektrycznego poprzez nerwy w naszym ciebie. W moim przypadku były to akurat ręce. Okazało się, że mam prawie wszystkie nerwy uszkodzone w obu rekach. Na opisie widniały nazwy neuropatia i zespół cieśni nadgarstka. Pani doktor zaleciła zabieg operacyjny na obie ręce i łykanie suplementów na odbudowę nerwów. Oczywiście, winny był komputer. Zespół cieśni nadgarstka to tak jakby choroba zawodowa informatyków. ZCN to zaburzenie funkcji nerwu ośrodkowego w następstwie przewlekłego ucisku. Jego rozwojowi sprzyja przeciążenie ręki wykonywaniem powtarzających się czynności. W grę wchodzą myszka i klawiatura. Od razu mówię, że ergonomiczne klawiatury na niewiele się dadzą, jeśli przesadzamy z czasem spędzanym przy komputerze.

znc, kręgoslup, komputer

Żeby formalności stało się za dość, to nie jest jedyna dolegliwość, której możemy się nabawić.

Siedzenie przed komputerem, zwłaszcza w tej samej i nieodpowiedniej pozycji, może prowadzić do… spięcia mięśni. Powiecie pewnie, że to nic takiego. Otóż nie ma nic bardziej mylnego. Ignorowanie tego typu dolegliwości może doprowadzić do o wiele bardziej poważnych stanów. Podczas braku ruchu i spięcia w naszym wiele tworzą się punkty spustowe. Są to bolesne zgrubienia, guzki lub pasma w mięśniach. Są one częstą przyczyną sztywności i bólu karku, pleców oraz okolic łopatki. Potrafią zaatakować także łydki i uda. Taki ból jest niesamowicie dokuczliwy, a po latach nieleczenia może nawet powodować dysfunkcje ruchome. Terapia punktów spustowych polega na masażu powięzi i zastrzykach, które neutralizują punkty spustowe, usuwają kwasicę oraz rozciągają sklejone powięzie. Przerobiłem to z moimi barkami i łopatkami. Oczywiście, powodem był komputer. Bóle stały się na tyle silne, że miałem problem z położeniem się na łóżku i siedzeniem. Większość ruchów, nawet głupie skłony, doprowadzały mnie do płaczu.

Takim dolegliwościom możemy zapobiegać sami.

Myślę, że wiele osób z was nawet nie wie, że łatwo można rozluźnić mięśnie w domu, po siedzeniu przy komputerze. Wystarczy kupić roller i piłeczkę kauczukową. Koszt takiego zestawu to 69,99 PLN za wałek do masażu, czyli roller i piłeczka zwiększająca mobilność to 19,99 PLN. Czasami więcej wydaje się na piwo i gierki na Steamie, więc można sobie na to pozwolić. I tak jest to tańsze, niż cotygodniowa wizyta u fizjoterapeuty, za którą płacimy około 100 PLN za godzinę. Muszę przyznać, że masaże robione tym sprzętem bolą tak, jak naciskanie mięśni przez specjalistę — przyjemne to nie jest. Jest jednak bardzo skuteczne. Różnicę można odczuć już po jednym, dwóch takich zabiegach we własnym domu.

Wałek jest łatwy w obsłudze.

Kładziemy się na nim, tak aby uciskał bolące mięśnia, a następnie poruszamy się i rolujemy. Najlepiej jest to robić na twardej podłodze z matą do ćwiczeń. W przypadku piłeczki, aby efekty były lepsze, kładziemy coś twardego (może być duża książka z grubą okładką). Ostawiamy piłeczkę i kładziemy część ciała tak, aby wcisnąć się w bolący punkt. Następnie albo rolujemy, albo przenosimy ciężar tak, aby całą siłą wbić się w piłkę. Niestety, minusem tych zabiegów, jest ból. Niestety, jest to konieczne przy rozluźnianiu mięśni i pozbyciu się punktów spustowych.

Jeżeli nie załapaliście się na randkę z problemami mięśniowymi, to zawsze może strzelić Wam kręgosług.

O ile z mięśniami jest jeszcze tak, że możemy sobie z nimi poradzić w domowym zaciszu, o tyle z uszkodzeniami kręgosłupa tak dobrze już nie będzie. Na porządku dziennym są różnego rodzaju skrzywienia. Może też dojść do obniżenia masy kostnej i wysunięcia się lub skruszenia dysków. Szczególnie obrywają nasze lędźwie. Nacisk na nie w trakcie siedzenia jest dwu krotnością naszej wagi.

Jeżeli mamy źle ustawiony monitor, to dodatkowo dostanie się naszemu odcinkowi szyjnemu.

Nasze plecy potrzebują odpoczynku od siedzenia, dlatego warto raz na godzinę wstawać od biurka i zrobić sobie mały spacerek po pomieszczeniu, przeciągając się. Dla bardziej ambitnych polecam kupić sobie sprzęt do ćwiczeń, który nazywa się TRX. Są to pasy, które wiesza się na drążku, drzwiach, (czym tam możecie). Trening TRX to ćwiczenia z masą własnego ciała, do których wykorzystuje się specjalny zestaw regulowanych pasów. Dzięki TRX równomiernie rozbudujesz oraz wzmocnisz mięśnie bez obciążania stawów i kręgosłupa. Jaki będzie tego efekt, to samo możecie sobie wyobrazić.

Oczywiście, opisałem wam tylko kilka najbardziej popularnych i najlepiej znanych mi dolegliwości.

Jest tego o wiele więcej i zapewniam was, że lepiej jest im przeciwdziałać, niż później biegać od gabinetu do gabinetu. Służba zdrowia w naszym kraju, nawet ta prywatna, kuleje na tyle, że osobiście wolę nie musieć się tam pojawiać. Zwłaszcza że zapewne i tak nie będą w stanie nam pomóc. W przypadku mojego bólu w łopatce nic nie zrobili. Zlecili RTG. Wyszło, że łopatka naciska na mięsień i na dodatek, mam dysk na tym odcisku wysunięty z kręgosłupa. Pan ortopeda dał mi wynik i … podziękował mi. Mówi, że na to nic nie poradzi.

Sam ogarnąłem sprawę rollerem i piłką.

Nie piszę tego dla reklamy. Nie poruszyłem w artykule sprawy wpływu nadmiernego używania urządzeń multimedialnych na psychikę, ale myślę, że można by temu poświecić osobny esej. Problem jest bardzo złożony i wymaga bardzo dociekliwego podejścia. Chciałem podzielić się z Wami swoimi doświadczeniami, bo nóż, widelec, ktoś z was szuka takiej pomocy. Jeżeli czytacie nasz blog, to jesteście fanami technologii, a tacy ludzie długo siedzą przed komputerem. Można sprawić, że to nasze hobby nie będzie sprawiało tyle bólu i niedogodności. Polecam.

PJ
Przemek jest mózgiem operacyjnym SpeedTest.pl. Studiował na Politechnice Wrocławskiej elektronikę i telekomunikację. Zarządza projektami IT, relacjami z klientami oraz nadzoruje procesy rozwoju. Prywatnie zaangażowany w rodzinę, wsparcie różnych działalności charytatywnych i projekty ekstremalne.