Dzisiaj będzie długo, bo będzie o czymś, co zrobiło furorę na całym świecie. Nie będę się wstydziła i robiła z siebie świętoszkai, bo prawda jest taka, że w Pokemony grałam nie raz i bardzo tę grę lubię. Także wypuszczenie Pokemon Go przypadło mi do gustu niesamowicie. I pewnie nie tylko mi, tylko niektózy wstydzą się do tego przyznać.

Od czwartku siedzę i się wściekam, bo niestety gra wyszła dopiero w kilku krajach. Oczywiście Polska nie jest na tej liście, także ani w AppStore, ani w Google Play jeszcze instalatora nie zobaczycie. Oczywiście, jak to w naszym kraju bywa wymyśliłam kilka hacków. O ile w przypadku Androida sprawa jest łatwa, bo wystarczy ściągnąć plik .apk i wrzucić, o tyle w iOS zaczynają się schody.

Zainstalowanie Pokemon Go przy blokadzie regionalnej na iPhone wcale nie jest takie proste.

Dość szybko wpadłam na pomysł, aby zrobić małe obejście na gazomierzu i założyć konto z lokalizacją na jeden z krajów, gdzie gierka już jest. Byłam z siebie niesamowicie dumna, jednak nie trwało to zbyt długo, bo jak się okazało w Australii, którą wybrałam jako potencjalnego wybawcę, nie akceptują moją karty kredytowej. I było miło, ale się skończyło. Z uwagi na to, że jestem mocno niecierpliwa, wyciągnęłam z szafy jakiś telefon z Androidem i zainstalowałam .apk. Nic więc dziwnego, że fani serii latają już po okolicy ze smartfonami. Jeżeli nie można sobie poradzić z obejściem systemu — trzeba wezwać jakiegoś Polaka.

Screenshot_2016-07-08-11-02-59

Kilka słów o samej grze na początek, ponieważ Pokemon Go, to nie produkcja taka, jak poprzednie.

To, co jest najfajniejsze w tej grze i chyba najbardziej przypadło mi do gustu, to wyciągnięcie gry do świata rzeczywistego. Co więcej, gra jest w pełni darmowa. Oczywiście, zaimplementowano w niej system mikropłatności, ale za samą podstawkę nic nie musicie bulić. Gra wygląda zupełnie jak Ingress. Stąd też właśnie Pokemony pobierają dane. Teraz wystarczy pochodzić (w rzeczywistości) po okolicy ze swoim smartfonem i łapać stworki. Reszta wygląda jak w każdych innych Pokemonach. Trenujemy je i wystawiamy go walki. Gym‘y, w których przeprowadzane są turnieje, także znajdujemy w rzeczywistości.

Jednak, mimo że udało się oszukać system i zagrać, to z Pokemon Go są pewne problemy.

Polska nie jest krajem, który jest na liście uprzywilejowanych na tę chwilę i tak naprawdę serwery przygotowane są tylko i wyłącznie na taką ilość userów, jak jest z tych krajów, które dopuszczono. Skoro my wpadliśmy na pomysł z obchodzeniem systemu, to inni też wpadli i serwery “od czasu, do czasu” nie dają rady. Są też problemy systemowe związane z zabezpieczeniem przed fałszowaniem lokalizacji. Występują one, jeżeli w opcjach programistycznych macie włączoną opcję “Pozorowanie lokalizacji“. Opcji tej wymaga aplikacja, która nazywa się Fake GPS. Zapewne poznali ją Ci z was, którzy chcieli grać, nie ruszając tyłka z domu. Owszem, jest to możliwe. Moim zdaniem jednak psuje to zabawę, a i systemy mogą was wykryć i zablokować konto. Osobiście nie polecam tego typu obejść.

Screenshot_2016-07-08-15-02-23

Ogólnie gra Pokemon Go robi niesamowicie pozytywne wrażenie.

Dawno nie byłam tak pozytywnie nastawiona do żadnej gry, a już tym bardziej do gry na urządzenie mobilne. Moim zdaniem jest to największa i najlepsza premiera mobilna tego roku. Dużym plusem jest bardzo ładna, bajkowa grafika. Nie mamy do czynienia ze stworkami rysowanymi z pikseli. Wygląd Pokemonów jest bardzo dopracowany. Jakbyśmy oglądali bajkę. Dodatkowo tryb AR, który skradł moje serce. Przełączenia się na kamerę i oglądanie Pokemona na tle rzeczywistym jest zabawne i przyprawia gracza o uśmiech na twarzy. Zabawa jest zatem przednia. Proboszcz mojej parafii okazał się chyba trenerem elektrycznych Pokemon, bo dom parafialny został oznaczony jako Gym, a na dachu był do złapania piękny Pikachu. To, na co mogę narzekać, to niestety niedopracowana okolica od strony aplikacji.

magikarp

screen322x572

Chodząc i patrząc w ekran smartfona robi się nudno, ponieważ widzimy tylko mapę przypominającą tę z Google i naszego trenera. Owszem, zdaje sobie sprawę, że spięcie tego z obrazem z kamery mocno obciążyłoby baterię (która i tak jest już dożynana), ale jakieś wirtualne domki byłyby pewnym urozmaicenie. A tak tylko zielona okolica i szare drogi. Kamerę za to można włączyć w trakcie walki. Problemem jest też czasami z modułem GPS, który się rozłącza, albo nagle gubimy w grze drogę, mimo że normalnie po niej idziemy. Jest to jednak świetne urozmaicenie spaceru, a w przypadku maniaków gier, może wyciągnie to kilka zapomnianym buź sprzed monitora na świeże powietrze. Sama mam kolegę, który na swoim profilu na Facebook napisał, że skoro wyszły Pokemon Go, to może w końcu zostawi monitor i wyjdzie na spacer.

pokemon

Z wyników Endomondo można było wywnioskować, że spacerował w ich poszukiwaniu ponad cztery godziny. Trzeba także pamiętać, że gra jest mocno “baterio-żerna” i jeżeli idziemy na wycieczkę w poszukiwaniu stworków to przypadły się jakiś porządny power bank. Ja już jakiś czas temu zaopatrzyłam się w taki 11 000 mAh (ze względu na moje nałogowe spinanie Spotify z mediami w samochodzie). Teraz sprawdza się idealnie. Polecam szukać Pokemonów z włączoną aplikacją. Działając w tle, wykryje stworki i powiadomi o tym wibracją. Co więcej, gra jest na razie w wersji 0.29, więc najprawdopodobniej czeka nas jeszcze sporo aktualizacji.

Screenshot_2016-07-09-12-38-03

Trzeba jednak zachować rozwagę w trakcie używania aplikacji Pokemon Go.

Zacznę może od tego, że pobieranie aplikacji, które nie są grą, tylko używają tej samej nazwy, albo mają screeny z gry w opisach, jest brakiem odpowiedzialności, jak nie totalną głupotą. Nie piszcie później, że zostaliście oszukani, bo to tylko wasza wina. Trzeba patrzeć, co się pobiera. Nie jest to jednak koniec przygód. Są bowiem już ofiary nieuważnego korzystania z gry. W Stanach Zjednoczonych, w Chicago nastolatek tak skupił się na poszukiwaniach stworków, że podczas spaceru dotarł do niebezpiecznej dzielnicy. Było to w nocy, ponieważ młody człowiek poszukiwał Zubata (dla niewtajemniczonych — to taki nietoperz). Chłopak został dźgnięty nożem i obrabowany ze wzmiankowanego telefonu. Nie jest to jedyna ofiara. Portal android.com.pl podaje, że pewien mieszkaniec Meksyku zginął, spadając z mostu, podczas próby złapania jednego z Pokemonów, najprawdopodobniej wodnego. W Stanach jedna z mieszkanek w czasie szukania Pokemonów w lesie znalazła zwłoki. Wydaje mi się, że nawet złapanie dorodnego Mewtwo nie jest warte takich problemów.

Screenshot_2016-07-09-20-38-25

Chwilę po premierze Pokemon Go Nintendo odnotowało 9-procentowy skok akcji na tokijskiej giełdzie.

Szybka premiera była strzałem w dziesiątkę, mimo że gra nie działa jeszcze wszędzie i nie jest do końca dopracowana. Aplikacja z miejsca wskoczyła na listę najlepiej zarabiających gier na iOS i Androidzie. Jestem wręcz przekonana, że entuzjazm graczy nie minie tak szybko i cała akcja dopiero się rozkręca. Doskonale rozumiem popularność Pokemonów, a tym bardziej takiej wersji. Na Facebooku już powstała grupa poświęcona grze w Warszawie. Zdanie userów szanse na znalezienie Pikachu są niewielkie, ale dach parafii obok mojego domu o tym nie świadczy. Jutro się tam wybieram i mam nadzieje, że uda mi się złapać mojego ulubionego Pokemona, tylko trzeba mieć 5 lvl, którego na razie nie posiadam, ale wszystko przede mną. Oczywiście, miny ludzi na ulicy, gdy widzą cię stającego i wyciągającego telefon są bezcenne. We Wrocławiu możecie znaleźć bardzo dużo Drowzee, Pidey, Weedle.

screen322x572 (1)

Najciekawszym przypadkiem w Pokemon Go okazał się jednak ten, związany z policją w Australii.

Panowie policjanci musieli wydać pewnego rodzaju oświadczenie. Nie było ono jednak związane z bezpieczeństwem. Okazało się, że posterunek policji został oznaczony jako PokeShop. Gracze oczywiście wchodzili do środka nałogowo, aby wybierać przedmioty. Treść oświadczenia rozwaliła jednak system i pokazała niesamowite poczucie humoru u australijskiej policji:

Mimo, iż placówka policji w Darwin być może jest PokeStopem, bądź uświadomiony, że nie trzeba wchodzić do środka, aby zdobyć Pokeballe. Dobrym pomysłem będzie także spojrzenie nad smartfon, w lewo i prawo zanim przejdziesz przez ulicę. Ten Sandshrew nigdzie Ci nie ucieknie. Zachowaj ostrożność i złap je wszystkie!

Także, życzę wszystkim Wam świetniej zabawy i … Gonna catch em all!!!

BS
Bernard to redaktor naczelny SpeedTest.pl. Jest analitykiem i pasjonatem gier. Studiował na Politechnice Wrocławskiej informatykę i zarządzanie. Lubi szybkie samochody, podróże do egzotycznych krajów oraz dobre książki z kategorii fantastyka.