Ministrowie zdrowia i cyfryzacji podpisali rozporządzenie wprowadzające wyższe limity poziomów pól elektromagnetycznych w Polsce. Oznacza to, że już niedługo operatorzy będą mogli rozbudować obecne stacje bazowe o nowe systemy. Dzięki temu internet mobilny w Polsce będzie szybszy. Chociaż niektórzy obawiają się, że wraz z 1 stycznia operatorzy 100-krotnie zwiększą moc promieniowania każdego nadajnika.

Rozporządzenie przygotowane przez Ministerstwo Zdrowia (w porozumieniu z Ministerstwem Cyfryzacji) harmonizuje obowiązujące w Polsce limity poziomów pól elektromagnetycznych (tzw. normy PEM) do tych, które są zgodne z zaleceniem 1999/519/WE. Obowiązują one w większości krajów Unii Europejskiej. W praktyce oznacza to, że wcześniejszy limit gęstości mocy 0,1 W/m2 został zwiększony do 10 W/m2 (w zakresie częstotliwości od 2 GHz do 300 GHz). Czyli mamy tutaj do czynienia ze 100-krotnym podniesieniem normy. Niestety osoby, które nie orientują się w dziedzinie planowania sieci komórkowych, obawiają się, że operatorzy skorzystają z tego, żeby 100-krotnie zwiększyć moce nadawania stacji bazowych. Tak jednak nie jest. Operatorom nie zależy na tym, żeby w każdym miejscu w Polsce było wysokie natężenie pola elektromagnetycznego. Tak naprawdę chodzi o to, żeby operatorzy mogli bez zmniejszania mocy obecnych nadajników 4G uruchomić zarówno sieć 5G, jak i nowe pasma LTE.

Ministerstwo Klimatu i tak chce walczyć z poziomami PEM

Pozostało jeszcze jedno rozporządzenie, które jest potrzebne do przyspieszenia internetu mobilnego w Polsce. Chodzi tutaj o przepisy określające sposób pomiaru pól elektromagnetycznych. Określa je Ministerstwo Klimatu, które przekształciło się z Ministerstwa Środowiska. Opublikowany niedawno projekt rozporządzenia nie jest korzystny dla sieci komórkowych. Ministerstwo Klimatu chce, żeby poziomy PEM były mierzone nie tylko przy maksymalnym obciążeniu wszystkich stacji bazowych, ale również przy mocach ustawionych na możliwie maksymalny poziom. Niektórym może wydać się to logiczne. Jednak taki wymóg nie ma najmniejszego sensu. Problem polega na tym, że producenci stacji bazowych produkują moduły radiowe, które mają dość wysokie moce nadawania. Dla stacji makro wynoszą one 80 W i więcej. Jednak w dużych miastach, gdzie stacje bazowe są gęsto rozmieszczone, moce nadawania są dużo mniejsze. Jednak żaden producent stacji bazowych nie produkuje modułów radiowych o różnych mocach znamionowych. Dlatego według nieoficjalnych informacji Ministerstwo Cyfryzacji nie popiera tego rozporządzenia w obecnym brzmieniu.

Resortowi cyfryzacji wiele osób zarzuca, że do wprowadzenia 5G nie potrzebujemy wysokich norm PEM. Za przykład podaje się tutaj Szwajcarię, gdzie obowiązuje limit na poziomie 0,1 W/m2. Jednak osoby, które podnoszą ten argument, nie wiedzą jak mierzone te poziomy są w Szwajcarii i jakie mają one przełożenie na moce nadawania stacji bazowych. Szwajcarzy uśredniają mierzone natężenie pola w funkcji czasu, a sam pomiar trwa całą dobę. Do tego cała procedura odbywa się przy naturalnym obciążeniu nadajnika. Oznacza to, że dane pomiarowe zarejestrowane w nocy (tj. przy niskim obciążeniu stacji bazowej) zaniżają końcowy wynik. Z kolei w Polsce bierze się wartość maksymalną odczytaną podczas maksymalnego obciążenia nadajnika. Oczywiście wynik pomiaru wykonany polską metodą jest wielokrotnie wyższy od tego, który uzyskaliby Szwajcarzy.

Źródło: Rządowe Centrum Legislacji (1), (2)

PJ
Przemek jest mózgiem operacyjnym SpeedTest.pl. Studiował na Politechnice Wrocławskiej elektronikę i telekomunikację. Zarządza projektami IT, relacjami z klientami oraz nadzoruje procesy rozwoju. Prywatnie zaangażowany w rodzinę, wsparcie różnych działalności charytatywnych i projekty ekstremalne.