Reklama

Od jakiegoś czasu przestałem wierzyć w jakieś wielkie „wow” w momencie, w którym Apple wypuści coś na rynek.

Owszem, nałogowo używam tych produktów, ale powoli traciłem wiarę w tę firmę. Z każdym kolejnym modelem iPhone coraz bardziej rozkładałem ręce. Kiedy zobaczyłem iPhone 8 na konferencji, to miałem ochotę płakać i już myślałem o przesiadce na Samsunga Galaxy 8. Na szczęście Apple pokazało iPhone X.

Na tę chwilę model ten jest dla mnie wielką tajemnicą.

Może właśnie to mnie w nim kręci. Przecież w dawnych czasach, każda premiera sprzętu od Apple była takową tajemnicą owiana. Później okazywało się, że sprzęt był brakującym ogniwem łańcucha pokarmowego i właśnie tego potrzebowaliśmy. Dawno już tego czułem. Każdy kolejny iPhone to coś fajnego, ale nic rewolucyjnego. iPhone X jest jednak nadzieją rynku.

iPhone X ma być najlepszych smartfonem w historii całego Apple.

Oby! Bo z ich opinią już ciężko. Martwi mnie co prawda wielki ekran. Apple zaproponowało Retinę o przekątnej 5,8 cala. Dla mnie to jak mały tablet, ale w tym szaleństwie jest metoda. Wszystko dlatego, że Apple w końcu pozbyło się tych tandetnych i przestarzałych ramek. Także ekran rozciąga się, jak Pan Bóg przykazał — od krawędzi do krawędzi. Ma on też wsparcie HDR i Dolby Vision oraz Tru Tone i 3D Touch. Apple pozbyło się także przycisku Home, tak ja wszyscy przypuszczali. Nie będę płakał. Na tę chwilę wyglądało to nieco tandetnie. Wszystko działa teraz mocno intuicyjnie, przynajmniej jak dla mnie. Wybudzamy go dotknięciem w ekran, a aby przejść do menu głównego i przełączać się między aplikacjami, korzystamy z gestu przeciągnięcia palca od dołu ekranu. Pięknie i bez paskudnych przycisków. Da się nawet uruchomić Siri. Wystarczy przytrzymać przycisk na boku obudowy, by wywołać asystenta głosowego. Z niczego zatem nie zrezygnowaliśmy, a zyskaliśmy design na miarę XXI w.

Oczywiście, Touch ID poszedł w zapomnienie.

Nie, żebym go nie lubił — fajna funkcja, ale Apple zaproponowało teraz coś znacznie ciekawszego i mocno inspirującego. Zgodnie z przewidywaniami, odblokowanie czytnikiem linii papilarnych zostało zastąpione skanowaniem twarzy, czyli funkcją Face ID. Powiem szczerze, że patrzyłem na to z otwartą ze zdumienia buzią. Sensory zostały umieszczone u szczytu ekranu w charakterystycznej wypustce, która skrywa aż cztery elementy główne i komplet sensorów. Wszystko odbywa się wręcz automatycznie. Mechanizm działa, zanim się zastanowimy. Wystarczy, że spojrzymy na nasz telefon, nawet w ciemności. Bez problemu kamera rozpozna naszą twarz. Nie ma także problemu ze zmianą wyglądu: brodą, nową fryzurą, czy makijażem. Nasz telefon znakomicie uczy się naszej twarzy. Kamera rozpoznaje w podczerwieni naszą twarz, a następnie przetwarza przez sieć neuronową, by stworzyć wirtualny model naszej twarzy. Co więcej, metoda tak jest w 100% bezpieczna. Apple zapewnia, że nie da się jej oszukać, podstawiając zdjęcie do czytników. Nie działa także model 3D twarzy. Powiem szczerze, że bardzo mi się to podoba. Mogę sobie nawet przytyć i mój telefon dalej będzie mnie rozpoznawał. Pamiętajmy też, że dane zbierane podczas odblokowywania nie są przekazywane na serwery Apple. Całość obliczeń odbywa się lokalnie, na iPhonie X.

Teraz może trochę o bebechach iphone X. Smartfona napędzać będzie nowy procesor o kodowej nazwie A11.

To właśnie dzięki niemu iPhone X jest w stanie przetwarzać Face ID na podstawie sieci neuronowej. Face ID będzie także działać z innymi aplikacjami: aplikacje bankowe, managery haseł czy Apple Pay. Miło będzie dokonywać płatności, autoryzując się swoją facjatą. Oczywiście, poza poważnymi sprawami, naszej buzi użyjemy także w bardziej rozrywkowej sprawie. Jest to funkcja dla tych, którzy lubują się w gadżetach. Nazwana została Animoji i chyba sama nazwa wskazuje, do czego służy. Są to animowane emotki, które stworzone zostaną z naszej mimiki. Jest to funkcja, która przypadnie do gustu nie tylko dzieciakom. Animoji działają też jako naklejki w aplikacji iMessage. Robimy minkę, a system pomoże nam dobrać naklejkę, choćby jakiegoś zwierzaczka. Wygląda to bardzo nowocześnie na pierwszy rzut oka. Może jest to infantylna zabawka, ale ciekawa. Animowaną emotikonę można połączyć też z wiadomością głosową. Jestem ciekaw, jak zareagują na nią użytkownicy.

Jeżeli chodzi o aparat, to tutaj jest już bardzo ciekawie.

W iPhonie X obydwa sensory są stabilizowane. To naprawdę ogromny plus. Jakość optyczna zdaje się identyczna z iPhonie 8, choć teleobiektyw ma nieco inną jasność (f/1.8 dla obiektywu szerokokątnego i f/2.4 dla tele). Wprowadzono jednak stabilizację obrazu i takowa naprawdę się przyda. Tak samo, jak iPhone 8, nowy iPhone X będzie bezprzewodowy. Tutaj ukłon z mojej strony — kable to zło.

Matka do ładowania nie różni się od standardowych ładowarek Qi, jakie są na rynku.

iPhone X to zapewne wydatek około 999$. Nie jest to aż tak dużo, jak myślałem. Jest to jednak cena za wariant 64 GB, a takowego kijem nie tknę. Bez 256 GB nie ruszam tego sprzętu. Niestety, na ten model będziemy musieli poczekać. Nie zobaczymy go na rynku wraz z iPhone 8. Pojawi się póżniej, bo 3 listopada tego roku. Zamawiać będziemy go mogli już od 27 października. Uważam jednak, że na iPhone X naprawdę warto poczekać. To pierwszy taki smartfon od czasów świetności Apple i może przywróci firmie dobre imię.