Reklama

Orange ma dość poważne problemy z rozbudową swojej infrastruktury światłowodowej. Niektóre spółdzielnie mieszkaniowe blokują dostęp operatorowi do nieruchomości w celu rozbudowy infrastruktury. Przez to mieszkańcy niektórych osiedli nie mogą skorzystać z oferty Internetu światłowodowego od Orange, pomimo dobrej woli operatora. Podobne problemy ma również Netia. Sprawy takie trafiają do UKE, ponieważ tego typu praktyki są niezgodne z obowiązującym prawem.

Żebyśmy mogli cieszyć się szybkim Internetem, to operatorzy muszą najpierw zainwestować w swoją sieć szkieletową. Jednak w przypadku rozwiązań typu FTTH, czyli pasywnej sieci światłowodowej doprowadzonej do mieszkania abonenta, wymagana jest również modernizacja instalacji wewnątrz nieruchomości. Nowelizacja megaustawy, która wprowadziła zmiany w wielu rozporządzeniach, miała na celu wspieranie rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnych. Znalazły się tam również zapisy, które ułatwiają operatorom dostęp do nieruchomości na cele telekomunikacyjne, czyli np. modernizację swojej infrastruktury.

Orange skierowało do UKE ponad 100 spraw dotyczących problemów w dostępnie do nieruchomości.

Oczywiście operator najpierw stara się rozwiązać tego typu problemy polubownie. Prośba o pomoc Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej jest ostatecznością. Taki obrót spraw nie jest też korzystny dla operatora, ponieważ rozstrzygnięcie sprawy zajmuje kilka miesięcy, co jest typowym graniem na zwłokę. Orange aktualnie oczekuje na decyzję w 57 takich sprawach. Podobne problemy ma Netia. Spółka przyznała, że ma opóźnienia w modernizacji swojej sieci, które spowodowane są wydłużeniem czasów uzyskiwania zgód od spółdzielni mieszkaniowych. W tym celu został powołany specjalny zespół, który zajmuje się pozyskiwaniem wspomnianych zgód.

Cała sprawa została nagłośniona przez problemy ze spółdzielnią w Legionowie.

Jeden z niedoszłych klientów Orange usłyszał od pracownika punktu obsługi klienta: „Możemy panu włączyć światłowód, ale pod warunkiem, że nie mieszka pan w zasobach Spółdzielni Mieszkaniowej Lokatorsko-Własnościowej.” Rzecznik Prasowy Orange potwierdził te słowa. Faktycznie we wspomnianej spółdzielni operator ma problem z uzyskaniem zgody dostępu do nieruchomości. Sprawa ta została już skierowana do UKE 21 marca tego roku i jeszcze nie została rozstrzygnięta. W sieci można znaleźć komentarze, które sugerują, że spółdzielnia broni w ten sposób interesów swojej sieci kablowej. Natomiast zarząd Spółdzielni Mieszkaniowej Lokatorsko-Własnościowej uważa, że nie widzi powodu udostępniania nieruchomości Orange w sposób uprzywilejowany wobec innych operatorów, którzy świadczą usługi za pomocą tych samych technologi.

Jednak największe problemy są w przypadku dużych spółdzielni. Orange podaje tutaj dla przykładu SM Przylesie w Koszalinie (9246 gospodarstw domowych) oraz SM Hutnik w Częstochowie (12 500 gospodarstw domowych). Niektóre zarządy są na tyle cwane, że wydanie takiej zgody na dostęp do nieruchomości uzależniają np. od wybudowania placu zabaw.

Źródło: TelkoIN, Orange

  • Marek Witbrot

    Z jednej strony racja, ale z drugiej jest wiele minusów. Jak później klatka schodowa wygląda, gdy kilku dostawców położy swoje korytka z kablami – oczywiście nikt nie chowa pod tynk, tylko paskudne korytka kładą. Mało tego – właśnie ostatnio jedna sieć kładła swoje kable u mnie na osiedlu i zdarzało się przewiercanie głównych kabli elektrycznych do mieszkań, co później było naprawiane prowizorycznie (oczywiście nowy kabel nie pod tynkiem, tylko w korytku).
    Te firmy powinny się składać na kompleksowy remont klatek schodowych po swoich wyczynach!

    • s123.

      Za co? Z abonamentów za internet po 40zł?
      Jak mieszkańcy chcą mieć ładnie, to niech ruszą dupy i wypieprzą te skostniałe zarządy spółdzielni, które nic nie robią oprócz brania kasy i zrobią estetyczne szachty na instalacje teleinformatyczne w klatkach schodowych.

  • disqus_uk4VGlb3ZY

    Ok. Wiele w tym racji co w dyskusji pod artykułem napisaliście. Może macie rację z jazdą po Spółdzielniach, ale jako przeciwwagę przedstawię wam inny case.

    Chciałbym, abyście popatrzyli na sprawę z innej perspektywy. Jako wprowadzenie przytoczę tu słowa matematyka, prof. Bliklego (tego od pączków 🙂 ) – mniej więcej było to tak: „Dobry biznes jest korzystnych dla obu stron, jak jest tylko dla jednej – to jest szwindel, a nie biznes”.
    Przechodząc do meritum – przez długi czas byłem po drugiej stronie (Wspólnota) usiłując z Orange uzgodnić ich wejście na budynek. To jest firma, z której TPSA jeszcze mentalnie nie wyszła. Powiedziałbym nawet więcej – w nich jeszcze siedzi PP PPTiT (Przedsiębiorstwo Państwowe Poczta Polska – Telegraf – Telefon. Info dla młodych – to było przedsiębiorstwo państwowe, poprzednik TPSA, podzielone w latach 90-tych, beton i mocarstwowość, jakich mało było w PRLu). Zupełnie jak w tym powiedzeniu – człowiek ze wsi może wyjść, ale wieś z człowieka – nigdy.
    A zaczęło się od mocarstwowego pisma, że „wasz budynek (akurat Wspólnota, nie Spółdzielnia) został wybrany (!!! – te wykrzykniki to moje emocje) do instalacji FTTH”. Niewiele wyjaśnienia, żadnego „buzi-buzi”, zapytania o zainteresowanie ofertą (są już dwie inne kablówki i głowę dam, że Orange nie będzie tańszy, choć na pewno ich technologia jest nowocześniejsza). Kontekst pisma taki: Orange raczył wybrać, na mocy ustawy mamy ich wpuścić, chcą wchodzić z instalacją asap, dają łaskawcy 2 tygodnie na podpisanie umowy przez Wspólnotę. Bardzo nam się nie spodobało takie bezczelne potraktowanie nas jako ubezwłasnowolnionego podmiotu, na zasobach którego chcą w końcu wiele lat zarabiać. Wyraziliśmy swoje oczekiwania, bo podczas generalnego remontu budynku za pieniądze lokatorów przygotowaliśmy całą infrastrukturę pod telekomunikację, a oni jak po swoje przychodzą. Wyraziliśmy więc wyrazy głębokiego niezadowolenia z takiego traktowania i wzięliśmy na wstrzymanie .
    Potem Też było straszenie UKE, itp. jazdy. Gdybym nie wiedział od środka jak działają korporacje telekomunikacyjne, to może by się wystraszył. Ale jak do człowieka od „pomarańczowych” inwestycji dotarło, że wiem, że nie zarobi swoich bonusów jak szybko nie pozyska dużego budynku a UKE też niewyrywne do mielenia spraw im wrzuconych, to jakimś ludzkim głosem zaczęli przemawiać.
    Nie jestem zadowolony z ostatecznych ustaleń z TPSA – sorry, z Orangem – tym bardziej, że inni operatorzy byli bardziej skorzy do współpracy w zakresie wykorzystania istniejącej infrastruktury, ale mogło być gorzej. W końcu po paru miesiącach przepychanek, umowa został podpisana. Pożyjemy, zobaczymy, ale wpływu już wielkiego na akcje Orange nie mamy – no, oprócz zapisów w umowie – żadnych korytek i rzeźbienia po wierzchu na klatkach schodowych.