Reklama

Na tę prezentację czekało wiele osób ze świata IT.

Powiem szczerze, że już od jakiegoś czasu moje myśli chodzą po stajni Apple. W końcu jesień, to okres iPhone’ów, a w tym roku Apple obiecywało nam petardę. Prawda jest jednak taka, że obiecują co rok. Może się jednak okazać, że teraz marzenia się spełnią. Nie będzie tak jednak w przypadku iPhone 8.

Ciężko jest nie zaśpiewać znanego hitu: „Ale to już było”, kiedy patrzy się kolny model iPhone.

Śmiałem się z rana, że iPhone 8 to tak naprawdę iPhone 7 na sterydach. Jednakże coś w tym jest. Oba zaprezentowane na konferencji modele, czyli iPhone 8 i iPhone 8 Plus mocno przypominają swoich poprzedników. iPhone 8 i iPhone 8 Plus mają podobny kształt obudowy co iPhone 6. Apple upiera się jednak, że nie jest tak do końca i są pewne szczegóły, które różnią te modele. Urządzenia zostały zaprezentowane przez Phila Schillera. Według niego dużo zmieniło się z nowej konwencji w stosunku do modeli z tamtego roku. Naprawdę, chciałbym w to wierzyć, ale jest mi ciężko, widząc to, co miałem „przyjemność” oglądać na konferencji. Czuje się, jakby oglądał iPhone 6 na dopalaczach.

Apple zapewnia, że tak nie jest. Może i mają trochę racji.

W nowych telefonach Apple’a powróciły szklane plecki. Nie wiem jednak, czy zadowoli to klientów na tyle, aby piali z radości. Pomysł ten został rzucony w kąt przez Apple dobre kilka lat temu, ale jak widać, stara miłość nie rdzewieje. Jakbym wiedział, że Apple preferuje vintage, to bym inaczej ich sklasyfikował na wejściu. I dziwo, firma teraz uznała, że najwyższy czas by szkło jako materiał wykończeniowy wróciło. Nie wiem w sumie po co, ale możliwe, że w tym szaleństwie jest metoda. Jest jednak jeden i ważny plus tego zamieszania. Dzięki temu iPhone’y można ładować bezprzewodowo. Jest to naprawdę wiele. Sam nie przepadam za kablami i drażni mnie ich ilość w moim otoczeniu. Co więcej, do produkcji iPhone’ów wykorzystywane jest specjalnie przygotowane dla Apple’a aluminium, które wzmacnia konstrukcję obudowy. Wykorzystano także stalowe elementy. Brzmi to ciekawie, ale zastanawiające jest, jak się sprawdzi. Już teraz upadek jakiegokolwiek sprzętu ze stajni Apple gwarantuje nam wizytę w serwisie. Każdy z moich iPhone’ów lądował na wymianie ekranu, a nie bawię się nim w „rzut na odległość”. Niestety, w przypadku tego modelu Apple nie pozbyło się ramek. Trochę mnie to zniesmaczyło. Nie są one już ani ładne, ani potrzebne. Ekrany to dalej 4,7-cala i 5,5 cala, ale w nowych panelach. Ważne jest także, że nowe ekrany korzystają z technologii True Tone. Jej zastosowanie pozwoli na dostosowanie jasności wyświetlacza i temperatury barw pod to, w jakim otoczeniu się znajdujemy. Nie zabrakło oczywiście szerokiego pokrycia kolorów oraz technologii wykrywania nacisku 3D Touch.

Dalej jednak jest bez rewelacji.

Nie ma jakiegoś wielkiego WOW. Pokazuje to nawet podejście do podzespołów, które zostały napakowane. Pojawiły się nowe głośniki stereo: o 25 proc. głośniejsze i z głębszym basem. Nie narzekam, bo poprzednie są, delikatnie mówiąc, mało satysfakcjonujące. Jeżeli chodzi o bebechy, to nowy układ ma sześć rdzeni i 4,3 mld tranzystorów. Na pokładzie mamy procesor dwurdzeniowy, który oferuje 25% więcej mocy niż te z iPhone’a 7 i iPhone’a 7 Plus i cztery, które mają o 75% więcej mocy niż te z Apple A10. Dopakowano także grafikę. Układ ten jest teraz o 30% szybszy od poprzednika. Ulepszeniu podlegał także aparat. Nadal będzie to 12 Mpix, ale jakie… Zacznijmy od tego, że nowy sensor ma przechwytywać 83 proc. więcej światła. iPhone 8 będzie charakteryzował się także optyczną stabilizacją obrazu i to już w podstawowej wersji. W wersji z Plusem dostaniemy także podwójny obiektyw. Kamerka ta pozwoli na wykonywanie zdjęć z wykorzystaniem technologii Portrait Lighting. Dzięki temu w trakcie robienia zdjęć będzie można się bawić w końcu światłem. Nie będą to takie filtry na zdjęcia jak do tej pory. To podobno coś więcej. Powiem szczerze, że zmiana aparatu to jedyna funkcjonalność, jaka mnie zaciekawiła. Jest to chyba jedyny aspekt w iPhone 8, na jaki warto zwrócić uwagę.

Nowości to także wideo.

Nowy telefon potrafi nagrywać wideo w rozdzielczości 4K przy 60 klatkach na sekundę. Tryb slo-mo w 240 klatkach wspiera teraz rozdzielczość 1080p. Oznacza to oczywiście bardziej pojemne filmy, ale na pewno nikt nie zrobi sobie takiej krzywdy, jak ja i nie kupi iPhone 16 GB. Do końca życia będę żałował tego kroku. Multimedia zostały zaprojektowane z myślą o korzystaniu z wirtualnej rzeczywistości. Rejestrują obraz w 60 FPS i mają dobrze rozpoznawać otoczenie nawet przy kiepskim świetle. Co więcej, potrafią wspierać czujniki ruchu.

 Nowy iPhone to też model bez kabli.

I bardzo dobrze. Trzeba się pozbyć tego, bo zajmuje przestrzeń i wiecznie się gubi. Mam w domu chyba z piętnaście kabli do ładowania iPhone. I tak mam problem z ich odnalezieniem. Nowe iPhone’y będą wspierać standard bezprzewodowego ładowania QI. Jestem z tego powodu zadowolony. Trzeba iść z duchem czasu, a kable nie są przyszłością. Oczywiście wraz z bezprzewodowo ładowanym iPhone’em Apple dostarczy też własne ładowarki. Nie chcę wnikać, ile będą kosztować, ale znam Apple, to tanie nie będą, więc lepiej ich nie gubić.

Dodatkowo wiadomo też, że iPhone 8 i iPhone 8 Plus mają wspierać szybkie ładowanie.

Nowy iPhone 8 będzie dostępny w wersjach 64 GB i 256 GB w cenach zaczynających się od 699$ Oczywiście, odradzam kupno wersji 64 GB. To nie ma sensu. Jeżeli chodzi o model Plus, to będziemy mieli 64 GB i 256 GB w cenie od 799$. Tutaj jeszcze bardziej nie opłaca się zahaczać o 64 GB. Zamówienia na iPhone 8 można składać o 15 września. 19 września pojawi się pełna wersja iOS 11, a 22 września będzie można odebrać zamówione smartfony. Jest to już naprawdę niewiele czasu. Nie jestem zbyt zadowolony specyfikacją i zmianami, których pewnie nawet nie poczuje, ale jestem ciekawy, jak sprzęt sprawdzi się w warunkach naturalnych. Może to dalej moja naiwność, ale wierzę, że iPhone kiedyś wróci na szczyty i Apple wypuści na rynek coś, po czym mi szczęka opadnie. Na razie to nie wypadła z żalu.